....na dziś samych ogarniętych tanecznych partnerów, a na Nowy Rok tylko pyszności, miłości i fury pieniędzy :)





sylwester!

by on poniedziałek, grudnia 31, 2012
....na dziś samych ogarniętych tanecznych partnerów, a na Nowy Rok tylko pyszności, miłości i fury pieniędzy :)
Mam dwie piękne przyjaciółki z czasów licealnych. Tysiące wspólnych kaw ze szkolnego automatu w nadziei że kolejna obudzi po nocy spędzonej na plotkach, pysznej pizzy na Ślusarskiej, tańców do białego rana i niekończących się historii, planów i marzeń. Po szkole nasze drogi nieco się rozeszły - jedna, największa wariatka ze wszystkich mi znanych, stała się stateczną panią domu, zakochała na amen, wyszła za mąż i teraz spokojnie czeka aż z początkiem wiosny na świecie pojawi się potomek, druga - z głową zawsze pełną pomysłów, wyprowadziła się do Danii i za każdym razem gdy ją widzę zaskakuje nieprawdopodobnymi historiami. No i ja - wyjechałam z Poznania niedługo po tym jak dostałam się na studia. I choć w czasach supertanich połączeń lotniczych mogłybyśmy się spotykać przynajmniej raz w miesiącu, to jednak lenistwo oraz możliwość skorzystania ze skype'a ogranicza nas nieustannie i jedynym obowiązkowym spotkaniem jest nasza coroczna wigilia, na której z reguły wspominamy w nieskończoność, po czym zapijamy się w trupa.

I tak rozmyślając o tych „polskich” alkoholowych tradycjach świątecznych i nie tylko, wśród totalnie apetycznych zdjęć natrafiłam na przepis w nowym magazynie Kukbuk. Bliskie mi osoby nie od dziś wiedzą, że jestem fanką nalewek,
a „świąteczna pomarańczowo-kawowa” już z nazwy brzmi dla mnie doskonale. Przepis ten podawała mi już wcześniej znajoma, ale jakoś o nim zapomniałam, natomiast w magazynie podaje go Bartek Kieżun (prowadzący krakowskie „Miejsce” - kto nie zna, niech szybko nadrobi, bo to obowiązkowa pozycja na mapie Krakowa).

NALEWKA POMARAŃCZOWO - KAWOWA

Potrzebne są: pomarańcze - 12 sztuk, najlepiej mniejsze, by bez problemu zmieściły się do słoika, ziarna kawy, cukier - kilo, woda i spirytus - po litrze.

Cukier rozpuszczamy we wrzącej wodzie, a gdy ta ostygnie dodajemy do niej spirytus. Pomarańcze dokładnie myjemy gorącą wodą. Robimy w nich otwory  i nabijamy ziarnami - na tyle mocno by nie wypadły. Całość wkładamy do słoja, zalewamy przygotowaną wcześniej mieszanką i czekamy. Autor sugeruje dwa tygodnie dla niecierpliwych, cztery dla wytrwałych. Przepis jest bardzo dokładny, przy standardowym dużym słoju podana ilość idealnie go wypełniła. 


nalewka pomarańczowo-kawowa

by on czwartek, grudnia 27, 2012
Mam dwie piękne przyjaciółki z czasów licealnych. Tysiące wspólnych kaw ze szkolnego automatu w nadziei że kolejna obudzi po nocy spędzonej...
Kto pamięta kota Garfielda jest sobie w stanie wyobrazić jak przez te święta wyglądam - opchana do granic możliwości, przewracająca się leniwie z boku na bok, zabłąkana pośród niekończących się myśli o jedzeniu. Rozgrzany laptop rozłożony na udach nie wymaga ruchu, a kolejne minuty na facebooku zaowocowały nowym pomysłem, więc choć wśród znajomych blogiem się "nie chwalę" to jednak poniosło mnie kapkę i...  http://www.facebook.com/bazyliowymus - zapraszam "do polubienia". Swoją drogą to hasło brzmi przegłupio do granic możliwości i jest totalnie niemoje, ale co mi tam, to tylko (aż?) Internet. Buziaki


na facebooku...

by on środa, grudnia 26, 2012
Kto pamięta kota Garfielda jest sobie w stanie wyobrazić jak przez te święta wyglądam - opchana do granic możliwości, przewracająca się len...

To chyba nawet nie jest takie trudne do zrozumienia- świąteczny klimat; rybna mamy, barszczyk babci, piernik siostry, karpik, makiełki, przekąski, rozmowy, radości. Gdzieś pomiędzy trzecim a czwartym kawałkiem sernika orientujesz się, że od jutra nie będziesz w stanie wcisnąć się w ukochane dżinsy i że może warto skorzystać z pierwszego stycznia i w ramach noworocznych postanowień przejść na zdrową dietę.

Diety i inne bzdety

by on wtorek, grudnia 25, 2012
To chyba nawet nie jest takie trudne do zrozumienia- świąteczny klimat; rybna mamy, barszczyk babci, piernik siostry, karpik, makiełki, pr...

Są takie dni, gdy choroba nie przechodzi, kaszel dokucza, a spuchnięte gardło uporczywie daje o sobie cały czas znać. Tracisz smak i ochotę na bliskie spotkania ze znajomymi i najchętniej zatopiłbyś się w morzu poduszek, śniąc o niebieskich migdałach a przynajmniej rozgrzanych słońcem wakacjach. Rzeczywistość okazuje się dużo mniej kolorowa; masz kilka spraw do załatwienia na wczoraj, zaległości w pracy, bałagan na stole i wszystko inne, co raczej daje w kość niż układa się w kolorową całość. Ta niezbyt piękna rzeczywistość to dokładnie mój dzisiejszy wieczór, na domiar złego mamy grudzień i znienawidzoną przeze mnie zimę, ale niepohamowany apetyt na optymizm na szczęście mnie nie opuścił. Zdzieram więc gardło śpiewając Can’t stop z Red Hot Chili Peppers i gotuję krem marchwiowo-imbirowy. I tłumacząc sobie że marchew jest totalną dawką witamin, a konsystencja kremu źródłem ukojenia dla poranionego gardła, zjadam cały garnek na raz i już czuję się zdrowsza, choć nie wiem czy to zasługa podświadomości, witaminy c czy raczej nasączonego spirytusem imbiru.

Tak czy siak, na zimę jak znalazł: gorąco polecam!

krem marchewkowo - imbrowy

by on niedziela, grudnia 16, 2012
Są takie dni, gdy choroba nie przechodzi, kaszel dokucza, a spuchnięte gardło uporczywie daje o sobie cały czas znać. Tracisz smak i och...

Pamiętam jak dziś, to było kilka lat temu, środek tygodnia, godzina wcześniej niż wczesna. Ja, wpakowana do tramwaju jak ta przysłowiowa sardynka, z notatkami w zmarzniętej dłoni i silną ochotą na kawę lub sen. W okolicy Przybyszewskiego po prawej stronie wisiała wielka, piękna fotografia z jedzeniem i adresem bloga. Nie pamiętam co było na zdjęciu, wszak moje zainteresowanie kuchnią ograniczało się do nieregularnego smażenia niezbyt satysfakcjonujących naleśników, ale już sama fotografia była pięknym zaproszeniem by po cichu wskoczyć w ten tajemniczy świat, świat whiteplate.blogspot.com.

white plate

by on piątek, grudnia 14, 2012
Pamiętam jak dziś, to było kilka lat temu, środek tygodnia, godzina wcześniej niż wczesna. Ja, wpakowana do tramwaju jak ta przysłowiowa...
Urlop. Zimny Poznań, ziąb gryzie w nos, niedelikatnie szczypie policzki. Co poniektóre ścieżki usypane dywanem czerwonych liści, podmokłe szlaki wydeptane śladem butów. Na zewnątrz buro, smutno, zniknęły kwiaty, nie śpiewają ptaki, ludzie też jakby się pochowali, wychodzą niezbyt chętnie, uśmiechają się jakby rzadziej.  Cała ta otoczka skłania do refleksji, mocnej kawy i jeszcze mocniejszej popitki, dobrej książki czytanej pod różowym kocem, grubych skarpet i kolejnych godzin karmionych niezastąpionym jedzeniem mamy.

Zauroczona morelową nalewką gubię dni i choć wertuję setki przepisów niebardzo odnajduję czas i chęci na kulinarne zwierzenia. Potrzebuję kilku chwil na poukładanie swoich spraw, na tzw. święty spokój i taki totalnie błogi stan, który pozwoli mi ruszyć dalej. A więc, tymczasem..

Słucham: joss stone
Czytam: stare pamiętniki
Piję: duże ilości małej czarnej
Oglądam: vicky cristina barcelona, setny raz
Mówię: dobranoc

pauza

by on niedziela, listopada 25, 2012
Urlop. Zimny Poznań, ziąb gryzie w nos, niedelikatnie szczypie policzki. Co poniektóre ścieżki usypane dywanem czerwonych liści, podmokłe sz...
cebulowa przepis

Zupa cebulowa - przepis

Ilekroć pytają mnie o ukochane danie, tylekroć krzywią się gdy odpowiadam: „zupa cebulowa”, bowiem tak to już jest, że cebula dla wielu nie jest smakiem wykwintnym, niczym ciekawym, jest jedzeniem tak prostym, że wielu nie potrafi w niej odnaleźć bogactwa smaku - nic bardziej mylnego, błąd który popełniałam również ja przez długie lata. Zupa cebulowa była dla mnie „bezsensownym jedzeniem” - to tak, jakby zapomnieć wrzucić składników do zupy i opierać się na bazie. Cebula jako „danie główne”, smakowała mi tylko gdy kilka lat temu podczas wyjazdu do kraju "żabojadów" zostałam zaproszona przez rodzinę u której mieszkałam na fondue serowo-cebulowe - było najlepszym co zdarzyło mi się jeść podczas tamtego wyjazdu do Francji.

zupa cebulowa prosty przepis

by on piątek, listopada 16, 2012
Zupa cebulowa - przepis Ilekroć pytają mnie o ukochane danie, tylekroć krzywią się gdy odpowiadam: „ zupa cebulowa ”, bowiem tak to...
MAKARON Z GRUSZKĄ I MIGDAŁAMI W SOSIE Z GORGONZOLI

Składniki:

pierś z kurczaka
ocet balsamiczny (ok 50ml)
łyżka miodu
makaron (ok 20 muszli)
garść płatków migdałowych
200g sera typu gorgonzola
śmietana 18%
duża gruszka
świeży rozmaryn

Pierś kurczaka myjemy, obieramy, kroimy, a następnie obtaczamy miodem i zalewamy octem. Odstawiamy na co najmniej kilka godzin do lodówki.

Makaron gotujemy al dente, odsączamy z wody, a następnie nadziewamy pokrojonymi w cząstki gruszką i serem.

Całość wstawiamy do naczynia żaroodpornego, dekorujemy gałązkami rozmarynu i zalewamy śmietaną 18% (choć ja tym razem zamiast śmietany dałam po prostu więcej sera, tak by wypływał z muszli).

Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 150 stopni na 15 minut, obsypujemy z wierzchu płatkami migdałów i pieczemy jeszcze 5-7 minut.

A potem, potem tylko zamawiamy gorącą czekoladę z mocnym procentem, dokładnie tak pyszną, jaką piłam w słonecznym Bleomendaal. Jest pięknie!


...podawany na piersi z kurczaka marynowanej w occie balsamicznym z miodem


Przepis jeszcze dziś, na razie spróbuję spalić te tysiące pysznych kalorii!


Smacznych snów!
Kolejną noc zamęcza bezsenność. Lenny Kravitz śpiewa mi kołysanki do ucha, a w głowie pojawia się fantazja na temat czekoladowo-miętowej pianki Nigelli. Boziu proszę, pomóż szybciutko zasnąć! 

Dobrej nocy i jeszcze smaczniejszej niedzieli!

bezsenne noce

by on niedziela, listopada 04, 2012
Kolejną noc zamęcza bezsenność. Lenny Kravitz śpiewa mi kołysanki do ucha, a w głowie pojawia się fantazja na temat czekoladowo-miętowej pi...

Leżę w łóżku, podle rozleniwiona w dopasowanej, białej, krótkiej tunice, co by mniej odczuwać otaczającą mnie jesień. Oglądałam po raz setny "Motyl i skafander", historię przepiękną i tak smutną, że gdy widziałam ją po raz pierwszy w małym poznańskim kinie w towarzystwie słodkiego adoratora nie potrafiłam ukryć łez. Wcześniej leżałam we wannie w otoczeniu kokosowej pianki i genialnego śpiewu Elli Fitzgerald, a już za chwilę zbiorę się z domu, pójdę na spacer, po drodze wstąpię do galerii kupić wymarzone kozaki i kolejny jesienny dzień zleci na nic nierobieniu. Właściwie corocznie zbliżająca się zima odbiera mi siły, których nadmiar wykorzystuję w lecie, więc listopad spędzam raczej pod ciepłą kołderką w serduszka, z malinowym kubkiem zielonej herbaty lub na plotkach przy mocnej kawie w małych zapchanych ludźmi knajpkach. Mój opustoszały balkon przejęły sikorki wyjadające ziarenka z ususzonych wrzosów, a ja odczuwająca zazdrosny głód lub po prostu niekończący się apetyt na słodycze, upiekłam cynamonowo-orzechowe ciastka. 

ciastka cynamonowo - orzechowe

by on piątek, listopada 02, 2012
Leżę w łóżku, podle rozleniwiona w dopasowanej, białej, krótkiej tunice, co by mniej odczuwać otaczającą mnie jesień. Oglądałam po raz...
A dziś, dziś tylko piję mocną kawę, słucham dobrej muzyki i czytam to, co ciągle odkładałam na bliżej nieokreślone później. 



niespiesznie..

by on czwartek, listopada 01, 2012
A dziś, dziś tylko piję mocną kawę, słucham dobrej muzyki i czytam to, co ciągle odkładałam na bliżej nieokreślone później. 
ZAPIEKANKA Z KASZY GRYCZANEJ

To danie jak i wszystkie inne ukochane z moich dań, cechuje prostota. Nie jest wykwintne, nie jest zaskakujące, ani nawet apetycznie nie wygląda, ale nie jest też nijakie, daje duże pole manewru i możliwość wyboru składników niczym przy zamawianiu wymarzonej pizzy. Bywa syto mięsne lub nafaszerowane warzywami,  może być dodatkiem lub zdrowym daniem głównym, gdy wskazówka wagi przesunie się o kilka kresek za daleko. Jedno jest pewne: bazując na połączeniu kaszy gryczanej i suszonych pomidorów zawsze jest pyszne. 

zapiekanka z kaszy gryczanej

by on wtorek, października 30, 2012
ZAPIEKANKA Z KASZY GRYCZANEJ To danie jak i wszystkie inne ukochane z moich dań, cechuje prostota. Nie jest wykwintne, nie jest zaskaku...


Miód Malina - Kraków

Na pewno znajdzie się ktoś, kto chętnie skrytykuje to miejsce, na pewno bo przecież to taki narodowy sport - kochamy kpić, krytykować, wytykać to czego nikt inny nie chciałby wytknąć. Tym sprawniej idzie nam w dobie Internetu, więc kiedy zacznę sypać samymi superlatywami, to na sto procent zaatakuje mnie  jakiś „znawca smaku” i spróbuje wmówić, że się mylę. Nieskutecznie. Bo o „Miód malina” nie potrafię powiedzieć złego słowa. Na rogu Grodzkiej i Poselskiej malowane maliny zachęcają do spoczynku. Folkowy wystrój konsekwentnie wykorzystany w każdym, nawet najmniejszym szczególe rozpala zmysły. Po salach panoszy się nieśmiertelny głos Niny Simone, z wazonów wychylają świeże kwiaty. Ciepłe wnętrze, wypełnione smacznym aromatem.

Miód Malina

by on środa, października 24, 2012
Miód Malina - Kraków Na pewno znajdzie się ktoś, kto chętnie skrytykuje to miejsce, na pewno bo przecież to taki narodowy sport - ...
A dziś na śniadanie jajka sadzone posypane rzeżuchą i wiórkami mozarelli. Dobrego dnia!




jaja!

by on wtorek, października 16, 2012
A dziś na śniadanie jajka sadzone posypane rzeżuchą i wiórkami mozarelli. Dobrego dnia!

tarta szpinakowa

To jest jeden z tych dni, gdy na śniadanie serwujesz sobie zimne kakao i bardzo słodkie ciasto, po czym życzliwie wracasz do łóżka i ot tak niechcący kruszysz na kołdrę. Włączasz telewizor i czekasz na cud, którym ma być zesłanie jakieś nadprzyrodzonej siły, która natchnie Ciebie do działania, a która niestety i tak się nie pojawi. Oglądasz więc telewizję, czytasz zapiski z Hawany czy też lustrujesz nowe Elle, aż łapiesz się na tym że jest siedemnasta a Ty spędziłaś pół dnia w swojej seksownej piżamce, silnie trenując relaks, zapominając o wszystkich sprawach mniej lub bardziej ważnych. I pół biedy jeśli przez kolejne pół dnia masz być sama w domu i możesz wynurzyć się spod kołdry celem wyciągnięcia kokosowych lodów z zamrażarki, gorzej jeśli już za chwileczkę, już za momencik w progu Twoich drzwi stanie wyśniony książe z bajki, mężczyzna Twojego życia, albo chociaż mąż z odebranymi ze szkoły głodnymi dziećmi. Na próżno próbujesz przypomnieć sobie jakiś szybki obiad z ekspresowych programów Nigelli, a gdy jesteś bliska poddania zabierasz się za tartę na cieście francuskim. Za kilka minut ciasto wyląduje w piekarniku, a Ty zdążysz się jeszcze zabawić w perfekcyjną panią domu.

tarta ze szpinakiem

by on poniedziałek, października 15, 2012
To jest jeden z tych dni, gdy na śniadanie serwujesz sobie zimne kakao i bardzo słodkie ciasto, po czym życzliwie wracasz do łóżka i ...
Czerwone meszty założone po omacku, zapach kawy z rumem, w głośnikach Talovka. Dziś przepis na imbirówkę

Imbirówka

by on piątek, października 12, 2012
Czerwone meszty założone po omacku, zapach kawy z rumem, w głośnikach Talovka.  Dziś przepis na imbirówkę . 
„Pierwszy” - wywołany bez pośpiechu.

Ciepłe lepkie powietrze, po kilku chłodnych dniach daje nowe siły. Pomysł jest raczej stary, ciągle odkładany na dalsze, bliżej nieokreślone czasy. Pasja jedzenia zakwitła już w pełni, pasja gotowania dopiero kiełkuje. Kilka lat temu nie potrafiłam nawet zrobić dobrego, niespalonego schabowego - dziś kuchnia stała się codziennością i nową jakością. Przez smak można wyrazić siebie, można też siebie zmienić. W przeciwieństwie do innych hobby kuchnię można molestować wszystkimi zmysłami, tak razem jak i każdym z osobna. Więc po co ten blog? Może na pierwszej nocie się skończy, a może stanie się kolejnym kajecikiem z przepisami - w dobie Internetu łatwiej jest przecież o dostęp do sieci niż kartki papieru.

Eerste..

by on środa, września 26, 2012
„Pierwszy” - wywołany bez pośpiechu. Ciepłe lepkie powietrze, po kilku chłodnych dniach daje nowe siły. Pomysł jest raczej stary, c...