Zanim pojawiła się w moim życiu, nie potrafiłam zrozumieć miłości do dzieci tak bardzo, jak już chyba chciałam. Wśród moich znajomych potomka miała tylko jedna para, w rodzinie od zawsze byłam najmłodsza. Dziecko trzymałam w życiu dwa razy (raz przez przypadek :)) i wyglądałam przy tym trochę jak paralityk, czując się przy tym niewiele lepiej. Byłam chętna do zabawy, ale dłuższe przebywanie z maluchami wydawało mi się być męczące. I nagle dwa lata temu pojawiła się Ola. Wzruszam się niestety na potęgę i pamiętam, że tego dnia płakałam już od rana, gdy tylko mama przysłała mi wiadomość: "Ola się rodzi". Płakałam też przy pierwszym spotkaniu, właściwie to chyba przy pierwszych kilku spotkaniach, a moja miłość z każdym dniem przybierała większe rozmiary. Dziś nie wyobrażam sobie, żeby jej nie było. Jest najsłodszą pociechą każdego dnia i nawet jeśli ma humorki, wywołuje uśmiech na mej twarzy. Olunia jest bardzo ambitna i lubi kuchnię, dokładnie jak jej ciocia. Gdy była mała podpatrywała mamę w kuchni, teraz chętnie zaangażowała się w pieczenie pierników ze mną. Najbardziej spodobało jej się rozwałkowywanie ciasta, ale cała zabawa też chyba wydała się szalona, bo dziś (dwa dni po wypiekach) z radością podała mi pozostałe posypki i lukry i chyba liczyła na powtórkę z rozrywki. Polecam te zabawy wszystkim rodzicom i ich pociechom,  a jeśli jesteście zapracowani - oddajcie swe pociechy w ręce opiekuńczych ciotek - nic nie sprawi im większej radości!

pierniczenie z Aleksandrą

by on środa, grudnia 11, 2013
Zanim pojawiła się w moim życiu, nie potrafiłam zrozumieć miłości do dzieci tak bardzo, jak już chyba chciałam. Wśród moich znajomych p...

Dziś bez wywodów. Zbliżają się święta, atmosfera jest zewsząd wyczuwalna, ja stałam się strasznie rozleniwiona i dajmy na to przepracowana, niewiele mi się chce, ale na pewno skrobnę coś dla Was w następnym poście. Obiecuję też przepis oraz fotorelację z dzisiejszego pieczenia pierników z dwuletnią Olą. Ubierajcie się ciepło, buziaki!

przyprawa do piernika

by on poniedziałek, grudnia 09, 2013
Dziś bez wywodów. Zbliżają się święta, atmosfera jest zewsząd wyczuwalna, ja stałam się strasznie rozleniwiona i dajmy na to przepraco...

Choć mamy dopiero połowę listopada, moje myśli nieustannie krążą wokół zbliżających się świąt. Tęskniąc za smakiem karpia, zastanawiam się nad świątecznym wystrojem, foremkami do pierników, jadalnymi prezentami dla najbliższych. W telewizji pełno już choinek i reniferów, sklepowe lady uginają się od Mikołajów z czekolady i choć w większości cała ta aura jest tylko marketingowym zabiegiem, to z łatwością się temu poddaję. Przeglądam świąteczne foldery reklamowe, szukam świątecznych przepisów, a wszystko to w towarzystwie pysznej, doprawionej rozgrzewającym alkoholem kawy.
krewetki makaron

Wyjątkowo nie będę się dziś rozwodzić nad głupotami życia codziennego, bo ostatnie dni to u mnie nielekkie zamieszanie. Wrzucam tylko przepis na makaron z krewetkami w sosie serowym, narzucam kołdrę i spróbuję zasnąć… najprawdopodobniej z powodzeniem, w końcu jest już bardziej niż późno. Przepis na makaron z krewetkami gościł już co prawda na blogu kilka dni temu, lecz cieszył się takim zainteresowaniem, że dziś postanowiłam przedstawić Wam to cudowne połączenie w nieco innej wersji.

makaron z krewetkami

MAKARON Z KREWETKAMI W SOSIE SEROWYM

PORCJA DLA DWÓCH OSÓB

Składniki:
makaron typu wstążki - 200 gramów
świeże krewetki - 400 gramów (tak, wiem, że to dwa razy większa porcja od porcji makaronu, jednak po obraniu wyjdzie tego znacznie mniej)
gęsta śmietana - 100 gramów
ser roquefort - 100 gramów
świeży szpinak -dwie duże garści
czosnek - trzy ząbki
aromatyzowana oliwa (ja użyłam tej pozostałej po suszonych pomidorach), sól, pieprz

Przepis:
Przygotowujemy krewetki - dokładnie myjemy, odrywamy główki, ogonki, obieramy ze skorupek, usuwamy jelita.

Do małego garnuszka wlewamy śmietanę, dodajemy pokruszony na mniejsze kawałki ser.

Gotujemy na najmniejszym ogniu to powstania jednolitej masy.

Nieobrane ząbki czosnku wrzucamy na rozgrzaną oliwę.

Dodajemy krewetki.

Krótko obsmażamy z obydwóch stron, a gdy będą gotowe zdejmujemy z patelni. ( gotowe będą gdy przestaną być szare, a zaczną być lekko różowo - pomarańczowe ) - NIE przetrzymujcie ich dłużej.

Doprawiamy wedle smaku.

Jednocześnie w dużym garnku gotujemy dobrze osoloną wodę.

Do wrzącej wody wrzucamy makaron, gotujemy nieco krócej niż na opakowaniu.

Makaron al dente odcedzamy.

Na czystą patelnię wlewamy sos, dodajemy makaron, mieszamy.

Całość pokrywamy świeżym szpinakiem i ponownie mieszamy.

Dodajemy krewetki, jeszcze raz mieszamy, zdejmujemy z gazu i smacznie się zajadamy.

Najlepiej smakuje w towarzystwie któregokolwiek utworu Agi Zaryan. O tak!

makaron


„Masz apetyt na coś słodkiego? Zamiast batonika zjedz kilka suszonych jagód goji” – czytam i nie dowierzam. Owszem, jagody goji są dość smaczne (bez przesady), ale czy naprawdę zjedzenie ich odbiera komukolwiek ochotę na słodycze?

Leżę wygodnie na łóżku, popijam ciepłą herbatę. Obłożona zaległymi książkami, magazynami, notatkami, jednym okiem spoglądam na telewizor. W telewizji leci właśnie program o odchudzaniu, w magazynie leżącym obok prawego uda, znana trenerka radzi „jak wyrzeźbić kaloryfer”. Obsesja odchudzania jest jak zawsze na topie i ja również z owej mody się nie wyłamuję, bo choć nie wyobrażam sobie odmówić czegokolwiek, kiedykolwiek, to jednak postanowiłam iż od listopada ja również ruszam hardo spalać tłuszcz na rozgrzanych siłowniach. Zastanawiam się jednak dlaczego tak bardzo skupiamy się na swojej fizyczności a tak bardzo zaniedbujemy swój stan ducha? Czy naprawdę te tłumy posiadające karnety na siłownie są szczęśliwsze?  Ilu z nas, to ludzie pogodzeni ze sobą, wiedzący czego od życia chcą, znający swoje pragnienia i potrzeby? Ilu z nas spełnia swoje marzenia? Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, jak to jest z Wami, moi Drodzy?




Być może to infantylne, ale absolutnym szczęściem jest dla mnie jedzenie późną porą. Wczoraj wieczorem dorwałam się do szpinakowego tagliatelle  z krewetkami. Mamma mia! Przyznaję - to było danie dla fanów bardzo mocnej kuchni i już wiem, że następnym razem muszę dać o połowę mniej ostrej papryczki, ale czy nie na tym polega „kucharzenie” właśnie? Na tym by próbować i odnajdywać idealne kompozycje smaków? O właśnie…


MAKARON Z KREWETKAMI

Składniki:

Szpinakowy makaron tagliatelle - ok 6-8 gniazd
Krewetki królewskie - ok 15 sztuk
Suszone pomidory – najlepiej domowej roboty (przepis tutaj: http://bazyliowymus.blogspot.com/2013/09/suszone-pomidory.html )
Pieprz czarny (świeżo zmielony!) - odrobiona
Ostra papryczka - pół łyżeczki
Czosnek - pół główki
Śmietana 18% - 100ml
Ser cheddar - w kawałku, 200g
Sól - do posolenia wody na makaron
Olej słonecznikowy - odrobina do smażenia i marynaty



Przepis:
1. Krewetki obieramy (odrywamy ogonki, pozbawiamy skorupki, oczyszczamy) i układamy w misce.
2. Przyprawiamy ostrą papryką, pieprzem i dodajemy łyżkę oleju, mieszamy.
3. (nieobraną) główkę czosnku kroimy na pół, układamy w misce z krewetkami.
4. Miskę przykrywamy talerzem i odstawiamy do lodówki na 2-3 godziny.
5. Przygotowane krewetki wykładamy razem z czosnkiem na rozgrzanej patelni, smażymy.
6. Gdy krewetki są już gotowe, układamy na nich suszone pomidory i zdejmujemy patelnię z kuchenki.
7. W dużym garnku gotujemy dobrze posoloną wodę na makaron.
8. Na tarce z dużymi oczkami ścieramy ser.
9. W małym rondelku (na najmniejszym ogniu) podgrzewamy śmietanę wymieszaną z serem.
10. Jednocześnie gotujemy makaron. Proces ten powinien trwać minutę krócej od czasu zalecanego na opakowaniu. Ugotowany odcedzamy.
11. Sos serowy wylewamy na patelnię, dodajemy makaron i chwilę mieszamy. Na wierzch kładziemy krewetki z suszonymi pomidorami i ponownie mieszamy. Voilà! 



makaron z krewetkami

by on piątek, listopada 01, 2013
„Masz apetyt na coś słodkiego? Zamiast batonika zjedz kilka suszonych jagód goji” – czytam i nie dowierzam. Owszem, jagody goji są d...
cytrynówka przepis

Jesienny wieczór; cynamonowe kadzidła, płatki z miodem i orzechami, mądre książki, nucąca cichutko Sade, która zawsze będzie kojarzyć mi się z długą zimą spędzoną w okolicach Ronda Rataje. Jest bardzo "jesiennie", a jesieni, jako zapowiedzi zimy nienawidzę niestety dosadnie. Staram się jednak nie popadać w te mroczne nastroje (nie zawsze skutecznie :)), cieszę się "ciepłą" pogodą i poprawiam humor mocną herbatą i ciastkami. Do wieczornej herbaty najlepsza jest domowa nalewka.. tu przepis na cytrynową, "najnowszą" na regale i znikającą dosłownie w mgnieniu oka.

Nalewka cytrynowa

Składniki:
10 dużych cytryn
1 litr spirytusu
1 litr przegotowanej wody
1 kg cukru
kilka ziaren kardamonu

Cytryny bardzo dokładnie myjemy. Osuszamy papierowym ręcznikiem i kroimy wzdłuż na ćwiartki. Układamy w dużym, szklanym słoju i zalewamy spirytusem. Dodajemy kardamon i mocno zakręcamy. Odstawiamy na dwa dni.

Powstały płyn zlewamy do czystego naczynia. Z pozostałych w słoju cytryn wyciskamy sok i dodajmy do zlanego wcześniej płynu. W garnku przygotowujemy syrop - kilogram cukru zalewamy wodą i gotujemy na małym ogniu, aż do czasu gdy cukier się rozpuści. Łączymy ze zlanym wcześniej alkoholem i odstawiamy na kolejną dobę. Kolejnego dnia przelewamy przez gazę alkohol do butelek. Nalewka jest od razu gotowa do spożycia, ale odstawiona na kilka długich dni będzie jeszcze lepsza. Niech Wam służy w te długie, jesienne wieczory!


Ostatnie dni to karuzela kolejnych wydarzeń - przeprowadzka, sesje, ogarnięcie studia, pracy... słowem: istny szał! Pod względem kulinarnym totalna nuda- najchętniej codziennie jadłabym krewetki w cieście i te ohydnie pyszne zupki chińskie. Ale ale... Siedzę właśnie w mało romantycznej kawiarni w centrum Poznania. Mają tu żółte, wygodne kanapy, piękny (!!!) biały ekspres i wifi (to czego ja na swoim nowym lokum jeszcze nie mam i za czym bardzo już tęsknię), leci bardzo stara płyta Madonny (pamiętam, że miałam ten album na kasecie - była cała czarna i miała zielony napis "Madonna", a było to chyba tysiąc lat temu). 

sos żurawinowy

by on piątek, października 25, 2013
Ostatnie dni to karuzela kolejnych wydarzeń - przeprowadzka, sesje, ogarnięcie studia, pracy... słowem: istny szał! Pod względem k...


Apetyczna Pani serwuje proste przepisy na mocno za słodkie słodycze. Krząta się po kuchni, uśmiecha zalotnie, wyjada po nocy z lodówki. Nie udaje, że lubi jeść, nie ukrywa że woli przytyć niż odmówić sobie tłustego boczku czy potrójnie czekoladowego ciasta. Taka jest właśnie Nigella. Nigella Lawson, która niejedną osobę zachęciła do „kucharzenia” i pokazała, że siedzenie w kuchni może być przyjemne, była jedną z moich pierwszych inspiracji w temacie kulinariów. Dziś na blogu przepis na jej czekoladowe batoniki, przepis, z którym poradzi sobie nawet największy laik.

batoniki z marshmallow

by on sobota, października 12, 2013
Apetyczna Pani serwuje proste przepisy na mocno za słodkie słodycze. Krząta się po kuchni, uśmiecha zalotnie, wyjada po nocy z lodów...

Mój dobry znajomy zawsze mi powtarza, że im mam mniej pracy, tym bardziej robię się nieznośna. Rzeczywiście, sama zauważam pewną zależność i nawet czasami, trochę mi z tym niewygodnie. Im bardziej robi się jesiennie, tym bardziej zastygam, a pęd mojego życia zwalnia. Ostatnio zrobiłam się trochę zbyt marudna i dziś rano w końcu poczułam jakąś nową energię. Co prawda choroba nie pozwoliła mi jej jeszcze wcielić w życie, ale widzę już światełko w tunelu, jest fajnie. Mam nadzieję, że Was nie dopadła jesienna chandra ani nawet jesienne przeziębienie, ale na wszelki wypadek podaję dziś przepis na bardzo czekoladowe ciasto, które naładuje Was endorfinami na cały zimny październik.

tarta czekoladowa z kawą

by on środa, października 02, 2013
Mój dobry znajomy zawsze mi powtarza, że im mam mniej pracy, tym bardziej robię się nieznośna. Rzeczywiście, sama zauważam pewną zależ...

Pewnie potem skrobnę więcej na ten temat, ale póki co: dzisiaj Bazyliowy Mus obchodzi swoje pierwsze urodziny!

Tak to się zaczęło:

http://bazyliowymus.blogspot.com/2012/09/eerste.html

Wszystkiego najlepszego samej sobie :)

urodziny!

by on czwartek, września 26, 2013
Pewnie potem skrobnę więcej na ten temat, ale póki co: dzisiaj Bazyliowy Mus obchodzi swoje pierwsze urodziny! Tak to się zaczęło: ht...

Pora na pory!

"Któregoś dnia powiedziałem Acziko, że chcę zrobić pranie. Odpowiedzią było milczące zasępienie, rzekłbym nawet, że cień pewnego cierpienia pojawił się w jego dziecięcych oczach.
- Jakiś problem?
- Nie, nie, poprosimy Swietę, jedzie dzisiaj do miasta, to ci zrobi.
- Ale Aczi, spoko, sam mogę wrzucić ciuchy do pralki.
Aczi głęboko westchnął:
- Ale pralka jest na Dolidze.
- Zaraz, zaraz, mieszkacie tu, w tym pięknym domu, od roku i jeździcie 20 kilometrów do starego mieszkania robić pranie? Po jaką cholerę?
- No bo nie mamy pralki.
- Ale przecież nawet wczoraj byliśmy w tym sklepie z AGD?
- No tak, nawet chciałem wreszcie kupić pralkę, w sumie jak za każdym razem, ale zobaczyłem ten wzmacniacz, no i jakoś tak.
-Acziko wzruszył ramionami.- Marcin, no przecież wiesz. To jest Gruzja.
Jak zwykle był to argument przesądzający i kończący temat."

....wyciągamy ciepłe swetry, gotujemy cebulową, zaszywamy się pod kołdrą i tak przez następne pół roku...

jesień

by on poniedziałek, września 23, 2013
....wyciągamy ciepłe swetry, gotujemy cebulową, zaszywamy się pod kołdrą i tak przez następne pół roku...
zupa dyniowa



Krem z dyni z mlekiem kokosowym


Bez dwóch zdań - dynia to niekwestionowana gwiazda tego tygodnia. Zewsząd dobijają się przepisy na dania z dyni, jej sklepowe ceny spadają z dnia na dzień. Jej smak mnie nie zachwyca, nigdy nie była moim faworytem, w dzieciństwie nie jadłam jej prawie wcale, ale w ostatnim tygodniu krem z dyni, zagościł u mnie aż dwa razy. Pożywna zupa ze słodkim posmakiem nadanym przez kokosowe mleko, jest dobrą propozycją dla małoletnich niejadków i dla dorosłych w te niezbyt ciepłe dni. 



Wiśniówka, morelówka, arancello…minęło kolejne lato, a półki zapełniły się słojami z domowym alkoholem. Od kiedy zaczęłam samodzielnie robić nalewki, pochłonęło mnie to całkowicie. Szukam kolejnych przypraw, dodatków, tak by w każdej kolejnej butelce odnaleźć nowy smak.  Tym razem padło na orzechówkę.

kultowe nalewki - orzechówka

by on poniedziałek, września 16, 2013
Wiśniówka, morelówka, arancello…minęło kolejne lato, a półki zapełniły się słojami z domowym alkoholem. Od kiedy zaczęłam samodziel...


Choć jutro o 9 zadzwoni budzik i popędzę do pracy, to jednak właśnie startuje weekend, więc dziś tylko szybki przepis, idealny jako "danie w piętnaście minut", na dni w których lenistwo wygrywa z ambicją.


To nie jest tajemnicą- gruszki z serem pleśniowym to jedno z moich ukochanych połączeń. Posypane prażonymi migdałami to już prawdziwe niebko. Ów smak staram się przemycić wszędzie, dziś w tarcie, idealnej do słonych, serowych lodów, na które przepis podam tu lada dzień.

Tarta gruszkowa 
pomidory

Przepis na suszone pomidory

"Ludzie piszą. Piszą, gdzie się da. W książkach i gazetach, ale i na murach, ławkach, płotach, drzewnych pniach, ścianach klatek schodowych i toalet publicznych, na wszelkiej płaszczyźnie, nawet jeśli nierówna, szorstka, kostropata. Na śniegu, na piasku, na wodzie nawet! Piszą czym się da; na wodzie palcem, na śniegu patykiem albo i butami, na ścianie flamastrem, sprejem, scyzorykiem, kamieniem, czymkolwiek co jest pod ręką, a ma jakiś czubek albo ostry kant."*

Piszę i ja, choć nie potrafię. Przez lata zapisałam karton pamiętników, setki komputerowych notek, prowadziłam bardzo "dziwnego" bloga, nabitego przemyśleniami mniej lub bardziej mądrymi, zapiskami, wspomnieniami. Pisać lubiłam zawsze, intensywnie bądź skrótowo, często niezrozumiale, tak bardzo, że czytając kartki podsycane moimi "bazgrołami", sama nie wiem o cóż mogło mi wtedy chodzić. Któregoś dnia postanowiłam, że chcę prowadzić "kulinarnego bloga" jak to się teraz ładnie mówi. Ci co czytają (a po blisko roku wiem, że pojęcie "stałych czytelników" w tym wypadku nie jest fikcyjne) wiedzą, że poza prostymi przepisami, równie często wspominam tu o tym czego słucham, co widziałam, czytałam, gdzie byłam. Tak czy siak z perspektywy czasu wiem, że pisanie o jedzeniu nie jest proste, nawet jeśli przepis oraz składniki są powszechnie znane, słowem; wyobrażałam to sobie inaczej.
lemoniada

Kiedyś znienawidzony przez wszystkich, dziś uwielbiany przez maniaków zdrowej żywności- szpinak. Na co dzień zajadany przeze mnie w towarzystwie fety lub na francuskim cieście, tutaj w formie zaspokajającego pragnienie koktajlu. Lemoniada szpinakowa - połączenie dość ryzykowne, ale zaskoczyło mnie pozytywnie, więc szczerze polecam.

lemoniada szpinakowa

by on czwartek, sierpnia 29, 2013
Kiedyś znienawidzony przez wszystkich, dziś uwielbiany przez maniaków zdrowej żywności- szpinak. Na co dzień zajadany przeze mnie w to...


Uwielbiam tradycyjne wołowe carpaccio z płatkami parmezanu, jednak dziś pora na wakacyjną odmianę. W przedstawionej niżej wersji mięso wołowe zastępujemy wędzoną szynką, a chrupiące warzywa dodajemy jako wakacyjny akcent. Płatki parmezanu zastąpiłam camembertem, ale to akurat wynik mojego lenistwa, które nie pozwoliło mi dojść do sklepu i uzupełnić braku w lodówce. 

CARPACCIO Z KALAREPY

Składniki:
-kalarepa
-kilka plastrów szynki wędzonej
-camembert
-rzodkiewki (2-3 sztuki)
-czarna sól, pieprz
-oliwa truflowa

Kalarepę i rzodkiewki kroimy na bardzo cienkie plastry.
Podobnie czynimy z camembertem, jednak tego warto wcześniej schłodzić by łatwiej się kroił.
Na talerzu układamy kolejno wszystkie składniki, jeden na drugim.
Doprawiamy czarną solą i pieprzem, skrapiamy oliwą truflową.


PS. zamiast muzyki polecam dziś skecze Kabaretu Moralnego Niepokoju - mnie wciągnęły tak bardzo, że tymczasowo zastąpiły muzykę




carpaccio z kalarepy

by on czwartek, sierpnia 22, 2013
Uwielbiam tradycyjne wołowe carpaccio z płatkami parmezanu, jednak dziś pora na wakacyjną odmianę. W przedstawionej niżej wersji mię...

W sklepach zaroiło się od kozaków, jesiennych płaszczyków, ciepłych swetrów. Wieczorem jadąc autem zauważyłam, że już przed 21 jest praktycznie ciemno. Dodatkowo od dwóch dni jest chłodniej, a ja uwielbiam lato i jakoś tak nagle poczułam zbliżającą się jesień. Choć zimy nienawidzę, muszę przyznać że jej plusem są długie wieczory pod kocykiem, zakrapiane domową nalewką, zajadane czym popadnie. Poprzedniej zimy na co trzecią kolację robiłam szybką tartę, a szpinak "z tytki" sprawdzał się wtedy idealnie. W tym tygodniu popadłam jednak w "mozzerallowy szał"  i to właśnie nierozłączna para mozzarelli z pomidorem, okazała się być strzałem w dziesiątkę między już zjedzonym obiadem a jeszcze niezjedzoną kolacją.

Tarta z mozzarellą i pomidorami


Co tu dużo mówić...jest ciepła niedziela i na pewno co najmniej połowa z Was ma kaca, więc zamiast zamęczać głupotami kilka składników na pyszny, słodki koktajl. Dla mniej zorientowanych - wszystkie składniki wrzucić do naczynia i zmiksować, np. blenderem. Udanej niedzieli!

koktajl z jagodami

by on niedziela, sierpnia 11, 2013
Co tu dużo mówić...jest ciepła niedziela i na pewno co najmniej połowa z Was ma kaca, więc zamiast zamęczać głupotami kilka składników...

Świeże borówki, maliny i ogrodowy agrest, to taki akcent lata w małej szklaneczce. Bardzo modna ostatnio stewia jest świetnym zastępcą cukru, dzięki czemu koktajl ten można z czystym sumieniem nazwać zdrowym i dietetycznym. Jest idealnym towarzyszem dzisiejszego popołudnia, jak na razie niezbyt udanego, no ale... :)

Smak: owoców
Zapach: Masaki Matsushima
Muzyka: Redlight
Sen: o miłości



dietetyczny koktajl

by on sobota, sierpnia 03, 2013
Świeże borówki, maliny i ogrodowy agrest, to taki akcent lata w małej szklaneczce. Bardzo modna ostatnio stewia jest świetnym zastępcą ...


Dziś przepis na sałatkę na z arbuzem i fetą. Jest super ciepło, schłodzony arbuz wejdzie akurat... Połączenie z fetą Wam wszystkim na pewno znane, ale połączenia z cebulą ja spróbowałam pierwszy raz. 

Sałatka z arbuzem i fetą

Składniki:
-kawałki mocno schłodzonego arbuza
-ser feta
-czerwona cebula
-liście świeżej bazylii
-orzechy włoskie (garść)
-olej z pestek winogron
-grubo mielony pieprz, oregano

1. Cebulę, arbuza i fetę kroimy i mieszamy.
2. Dodajemy liście świeżej bazylii.
3. Orzechy dzielimy na mniejsze części, prażymy na suchej patelni, dodajemy do sałatki.
4. Dodajemy olej i doprawiamy.




sałatka z arbuzem i fetą

by on piątek, sierpnia 02, 2013
Dziś przepis na sałatkę na z arbuzem i fetą. Jest super ciepło, schłodzony arbuz wejdzie akurat... Połączenie z fetą Wam wszystkim ...


Trzymanie się diety delikatnie mówiąc nigdy mi nie wychodziło. Kiedy więc w nocy nachodzi mnie ochota na coś tłustego, niespecjalnie sobie odmawiam. Dziś bazyliowe placuszki z mozzarellą...wiem, że smażone na oleju, jedzone na chwile przed snem raczej mi nie służą, ale kto by się tym martwił na chwilę po północy? :)

bazyliowe placuszki

by on piątek, sierpnia 02, 2013
Trzymanie się diety delikatnie mówiąc nigdy mi nie wychodziło. Kiedy więc w nocy nachodzi mnie ochota na coś tłustego, niespecjalni...


Trasa Kraków-Poznań.

Gdzieś w okolicy Łodzi wsiada trzyosobowa rodzina- nic niemówiący tatuś, wygadana mamuśka i mamusiny syn, lat mniej więcej 25, na oko poprawny maminsynek. Niegłupia matka od razu zauważa wchodzącą za nimi ładną dziewczynę, manewruje więc biletami, zamienia, podmienia, by w rezultacie wylądować obok i zaprosić młodą panienkę do konwersacji z synem. I tu zaczyna się wielki romans. Przysłowiowe dwie połówki pomarańczy znalezione przez przypadek po środku świata. Ona od czterech godzin kręci swoje długie włosy, trzepocze rzęskami, wpatruje się i uśmiecha. On nerwowo gniecie już pognieciony bilet, sięga po pełne elokwencji tematy, kolejne żarciki, zabawia niczym komik w cyrku. I tak leci im podróż, a ja siedząc metr dalej po skosie nasłuchuję, podsłuchuję i nie mogę się nadziwić, że dwóch obcych sobie ludzi może znaleźć przynajmniej sto, skrajnie niepowszechnych tematów i wykazać że owe tematy ich łączą.

…ta notka miała być o Krakowie; o kokosowych drożdżówkach sprzedawanych przy rynku, o świeżych obwarzankach, waflach babci Ani, słodkich grzankach na Grodzkiej, kawie na Brackiej czy pizzy w Papryczkach z kiepską obsługą, ale doprawdy nie mogę się skupić, patrząc gdy młody on próbuje opanować swoje nerwowe ruchy, a młoda ona delikatnie rusza nóżką tak by całkiem przypadkowo zahaczać stopą jego łydkę. Ten temat nie ucieknie, ale doprawdy…nie dzisiaj. 

podróże

by on wtorek, lipca 30, 2013
Trasa Kraków-Poznań. Gdzieś w okolicy Łodzi wsiada trzyosobowa rodzina- nic niemówiący tatuś, wygadana mamuśka i mamusiny syn, l...

Ostatnim rzutem na taśmę szybka sałata z czereśniami.

SAŁATKA Z CZEREŚNIAMI

Składniki:

-20 czereśni
-50 gramów sera typu lazur
-sałata lodowa
-pestki dyni
sos: 
-sos sojowy (kapkę)
-łyżeczka miodu 
-pieprz czarny

1. Sałatę rwiemy na małe cząstki.
2. Składniki na sos mieszamy. Polewamy sałatę.
3. Pestki dyni prażymy na suchej patelni (na najmniejszym gazie), dodajemy do sałaty.
4. Czereśnie kroimy na połówki, obieramy z pestek.
5. Ser kroimy na mniejsze części, wrzucamy na aluminiową tackę i podgrzewamy chwilę w piekarniku aż zacznie się lekko rozpuszczać.  
6. Całość mieszamy i zjadamy.

A tymczasem powracam do mojej kawki w magicznym miejscu, magicznego Krakowa...Oj kocham to miasto! Buziak!

sałatka z czereśniami

by on piątek, lipca 26, 2013
Ostatnim rzutem na taśmę szybka sałata z czereśniami. SAŁATKA Z CZEREŚNIAMI Składniki: -20 czereśni -50 gramów sera typu...
malinowy koktajl

Na ogromnym czarnym fotelu leży połowa zawartości mojej szafy. Jest upał, nie do końca chce mi się sprzątać, nie do końca chce mi się cokolwiek. Właściwie mogłabym leżeć, oglądać boks lub śpiewać nie takie nudne piosenki i jeść. Choć jak tak myślę to aktualnie nawet jeść mi się nie chce. Koktajl malinowy jest idealny na takie dni i na wszystkie inne dni również. Jest stałym towarzyszem mojego lenistwa, zdrową formą po której czuję się bardziej fit niż zwykle. Takie tam babskie głupoty....

koktajl malinowy

by on środa, lipca 24, 2013
Na ogromnym czarnym fotelu leży połowa zawartości mojej szafy. Jest upał, nie do końca chce mi się sprzątać, nie do końca chce mi si...

"Kiedyś sama byłam zagubioną osobą, która szukała na siebie pomysłu, szczęścia, partnera, celu.  Przecież każda z nas ma w sobie wewnętrzną potężną moc, która pomaga przezwyciężać słabości."

W okolicy południa między słodkim eklerem a chrupkim pieczywem trafiłam na niezbyt ambitny dwutygodnik. Żenujące plotki, marne dziennikarstwo, przepis na surowe pieczarki (!?)...ale Ewa Chodakowska na okładce zachęciłaby chyba każdego. Choć teoretycznie fitness i kulinaria to dwie różne dziedziny, to jednak złączone w parę mogę zmienić życie w pełni szczęśliwe. Osoby ćwiczące z reguły zwracają uwagę na to co jedzą, często wyznają zasadę "jesteś tym co jesz" i dbają o zróżnicowany jadłospis, dzięki czemu docierają do nieznanych wcześniej smaków. Z kolei osoby kochające jedzenie doprowadzają się często do stanu, w którym ruch muszą choćby polubić. Tak było między innymi ze mną gdy po przeprowadzce do Holandii przytyłam 8 kilogramów w zaledwie 6 tygodni i gdyby nie znalezione filmy z ćwiczeniami, moje ciało w krótkim czasie zamieniłoby się pewnie w sflaczałą parówkę. Jednak Ewa Chodakowska nie kojarzy mi się tylko z ćwiczeniami (choć przy "skalpelu" spędza wolny czas większość moich koleżanek), a przede wszystkim z pozytywnym nastawieniem. To chyba jedyna młoda, znana mi w Polsce osoba, która nie robi kariery na chamstwie a na nieskończenie ciepłym sercu. Nawiązuję do tego, bo choć temat ten bloga kulinarnego teoretycznie nie dotyczy, to jednak wiem, że wśród czytelników jest trochę zawistnych osób, które powinny się uczyć od Chodakowskiej podejścia do drugiego człowieka. Niektóre osóbki są zdolne założyć nawet anonimowe konto na facebook'u, by tam w tajemniczych wiadomościach przelewać swoje frustracje i życzyć mi np. braku chęci do pisania. 

Otóż Moje Drogie (bo jednak śmiem sądzić, że to kobiety)! Z każdym kolejnym dniem jestem szczęśliwsza i bardziej zmotywowana by doskonalić swoje życie i pogłębiać pasje. Coraz więcej o jedzeniu czytam, coraz więcej próbuję. Otrzymuję mnóstwo pozytywnych wiadomości, ciepłych słów i komplementów dotyczących bloga i naprawdę w żaden sposób nie dotykają mnie Wasze chamskie wiadomości. Nie ruszy mnie tekst o tym, że "od tego żarcia robisz się tłusta", bo dbam o swoje młode ciało  i co rusz ktoś mi przypomina o tym, że podoba się ono nie tylko mi. Znam swoją wartość i jedyną reakcją na Wasze komentarze jest moje szczere współczucie. Wiem co to znaczy mieć kompleksy i wiem o ile człowiekowi lepiej gdy się ich pozbywa zastępując je akceptacją. Wszystkim Wam życzę SZCZĘŚCIA i wielu ciekawych zajęć, które zajmą Wam czas dotychczas przeznaczony na głupoty (bo chyba zdajecie sobie sprawę, że zakładanie fikcyjnych kont facebook'u nie jest poważne). Jeszcze raz, naprawdę od serca: WSZYSTKIEGO DOBREGO!

...a żeby nie było, że zupełnie odbiegam od tematu jedzenia to dziś kanapka będąca doskonałą alternatywą dla tradycyjnej "śląskiej" z grilla. Idealna w zestawie z lekkim sosem czosnkowym. Smacznego!

Składniki:
-skwierczący boczek
-soczysty ananas
-ser typu feta
-ciemne pieczywo z bazyliowym pesto
-świeża bazylia
-pachnący rozmaryn
-grubo skrojona cebula

Uwagi: pieczywo posmarujcie pesto przed wrzuceniem na ruszt, dzięki będzie jeszcze bardziej aromatyczne

o grillu i zawistnych

by on poniedziałek, lipca 22, 2013
"Kiedyś sama byłam zagubioną osobą, która szukała na siebie pomysłu, szczęścia, partnera, celu.  Przecież każda z nas ma w sobie w...

W nawale pracy, poszukiwanych zmian i nieprzeczytanych książek nie znajduję ostatnio czasu na nic. W komputerze mnożą się zaległe przepisy, w głowie kolejne pomysły i myśli. Dziś wyłożę się na wygrzanym hamaku i będę marzyć, układać swoje sprawy, uśmiechać się i ogarniać, bo czuję że ostatnio jestem jakby z tyłu, ułomna i niepełna. Na razie próbując się dobudzić polecam Wam owocowy koktajl, idealny do śniadania, orzeźwiający jak żaden inny.

Składniki:
czarna porzeczka - duża garść
sok bananowy - duża szklanka
maliny - garść większa od garści czarnej porzeczki (ja używam malin mrożonych, dzięki czemu koktajl jest od razu schłodzony)

Wszystkie składniki wrzucamy do szklanego naczynia i miksujemy blenderem.

Nie przepadam za kwaskowatymi koktajlami, jednak ten ma idealne, słodko-kwaśne proporcje. Doskonały jako ochłoda po upalnym dniu, sprawdza się również jako sycące uzupełnienie śniadania.

A na zdjęciu śliczna Kasia, jedyna znana mi osoba, która ma piękną kuchnię. lecz wybrakowaną o stołowe łyżki...
...ma za to wiecznie roześmianą buzię i tyle ciuchów, że chyba wszystkie dziewczyny w mieście marzą o jej szafie! 

słodko - kwaśne niebko

by on niedziela, lipca 21, 2013
W nawale pracy, poszukiwanych zmian i nieprzeczytanych książek nie znajduję ostatnio czasu na nic. W komputerze mnożą się zaległe przep...

muffinki

Dziś krótko i na temat - kawowe muffiny z niebieską pianką. Nie jestem zwolenniczką takich barwników, ale jestem typowym konsumentem, który skuszony ładnym opakowaniem i promocją da sobie dużo wcisnąć...i tak było tym razem, dlatego tubka niebieskiej, farbującej masy od razu znalazła się w moim domu. Kolorowe muffiny są idealne na przyjęcie dla dzieci, sprawdzą się również jako pociecha w ciężki dzień. ... A ponieważ kilkanaście minut temu wystartował poniedziałek kojarzony z takim właśnie dniem to może warto znaleźć dziś 30 minut i poprawić sobie humor?



Po tygodniu bez snu, sobota aż prosi się o odpoczynek. Czekając na weekendową dawkę boksu szykuję smakowe mleko i śpiewam z AC-DC.

Składniki:
mleko (szklanka)
syrop kokosowy (10ml)
syrop pistacjowy (10ml)
lód
ku ozdobie: 
bita śmietana
pistacje

Mleko mieszamy z syropami i lodem. Dekorujemy bitą śmietaną i posypujemy pistacjami. Czas przygotowania mniej więcej 30 sekund - chyba w sam raz na leniwą sobotę? :)

Solidnego relaksu i chwili dla siebie!

Utwór na dziś: AC-DC- Hells Bells

mleko kokosowo-pistacjowe

by on sobota, lipca 06, 2013
Po tygodniu bez snu, sobota aż prosi się o odpoczynek. Czekając na weekendową dawkę boksu szykuję smakowe mleko i śpiewam z AC-DC. Sk...

Ta sałatka jest dla mnie wisienką na torcie podczas "zakrapianych" spotkań z kuzynką. Joanna zrobiła mi ją pierwszy raz i od tamtego czasu nie pamiętam już naszych spotkań bez niej. Idealna jako przystawka do grilla (nawet w taką burzę, jaka dopadła mnie wczoraj). Ważne: pamiętajcie o podprażeniu orzechów, ze "zwykłymi" smakuje jednak gorzej. Buziak!

Sałatka z pomidorami i fetą 

Składniki:
pomidory koktajlowe 500 gramów
liście bazylii (jeden "marketowy" krzaczek)
ser feta 150 gramów
orzechy włoskie (dwie duże garści)
dobra oliwa


1. Pomidory kroimy na pół.
2. Fetę kruszymy i posypujemy nią pomidory.
3. Liście bazylii rwiemy na mniejsze części.
4. Orzechy prażymy na suchej patelni (mały ogień), tak długo aż w całej kuchni zaczniecie czuć ich przyjemny aromat.
5. Bazylię i orzechy dodajemy do pomidorów z serem, polewamy oliwą.




„... prawdziwa przemiana następuje spontanicznie. (...) ... staje się w mgnieniu oka, w tej właśnie chwili, kiedy w najgłębszym zakątku swego serca postanawiasz podnieść życie na wyższy poziom. Stajesz się wtedy zupełnie odmienioną osobą, która właśnie wyruszyła w kierunku swojego przeznaczenia.”

Powiem szczerze - jedzenie słodyczy na śniadanie niestety zdarza mi się często. Uwielbiam konkretne posiłki, ale gdy tylko mam wolne (a ostatnio wolne mam raczej często :) ), lenistwo bierze górę. Sięgam wtedy po kawałek ciasta lub ciepłe drożdżówki, które aktualnie tata podaje mi prosto do łóżka (Panowie, uczcie się!!!), biorę ukochaną książkę i zastygam w tej słodkiej chwili, przedłużając ją w nieskończoność. Bezowy tort z owocami jest po prostu stworzony z myślą o takich dniach jak ten. Choć wierzę, że deser ten stworzony był dla Anny Pawłowej, doszukuję się drugiego dna i myśli, że ktoś przypuszczał, że blisko 90 lat później będzie to deser idealny dla mnie. Moja miłość do tortów bezowych jest nieograniczona, a połączenie owoców i słodkiej masy... niebko! Zjadłam więc dziś na śniadanie połowę (!!!) tego pysznego tortu i choć cukier we krwi zaraz mnie zabije to i tak...jest pięknie!

Pavlova - tort bezowy

by on środa, lipca 03, 2013
„... prawdziwa przemiana następuje spontanicznie. (...) ... staje się w mgnieniu oka, w tej właśnie chwili, kiedy w najgłębszym za...



Kompot z rabarbaru:


3 kilogramy rabarbaru
6 litrów wody
1,5 szklanki cukru
5 łyżeczek cukru waniliowego

1. Rabarbar myjemy, wyrzucamy twarde końcówki, siekamy na centymetrowe kawałki.
2. Wrzucamy do dużego gara, mieszamy z cukrem, zalewamy wodą.
3. Gotować do miękkości na małym ogniu.







....a dziś mamy śpiewającego Obamę, pokaz Baczyńskiej, Kate Upton na okładce Vogue'a, zdartą skórę Wodzianki, kolejne piekielnie mądre wyznania piekielnie niemądrej Felicjańskiej, zachwycającą Książkiewicz i problemy Kim Kardashian i tylko trochę jestem przerażona tym, że w takim oto świecie żyjemy. Zamiast kolejnych gorących plotek wybieram nową "Panią", zaszywam się w kuchni. Z ostatniego na rynku rabarbaru robię kompot, z ostatnich szparagów tartę. 

Tarta ze szparagami i mozzarellą


Był w moim życiu taki czas, że trzecim domem mym był pociąg. Przez blisko dwa lata spędziłam w nim średnio półtora do dwóch godzin dziennie, a i w późniejszym czasie byłam bardzo aktywnym pasażerem. W pociągu poznałam mnóstwo ludzi, przespałam niezliczone godziny, przeżyłam niejeden stres i niejedną przygodę.  Gdy tylko wyruszałam z Krakowa, stawałam się ulubienicą Ukraińców, którzy zawsze częstowali mnie wódką. Ukraińcy są zresztą moją wielką miłością, odwzajemnioną niebezpodstawnie. Z moich doświadczeń wynika, że lubią oni Polaków bardziej niż sami Polacy. Z kolei jadąc z Wielkopolski stawałam się przewodnikiem trasy. Co do minuty wiedziałam za ile będzie kolejna stacja i w jakim mniej więcej czasie zaskoczy nas kontrola biletów. Jechałam kiedyś z pewnym młodym narzeczeństwem, przylecieli z Anglii poznać nawzajem swoje rodziny, porozwozić zaproszenia na huczne wesele. Para jak domniemam nie znała się wcale. Ona ledwo pamiętała jego nazwisko, on dopiero opowiadał o swoich zainteresowaniach. Gdy przyszedł konduktor okazało się, że ów narzeczony kupił bilety ulgowe, na które jego wybranka była już niestety „za stara”, nota bene okazało się, że owego dnia miała kolejne urodziny, o czym również jej wybranek nie wiedział.  Innym razem trafiłam na niezbyt normalną, młodą kobietę która chodziła po przedziałach i rozdawała ludziom swoje pieniądze. Przez pewien czas ponad dwie i pół godziny trasy umilało mi towarzystwo wysiadającego we Wrocławiu młodego wojskowego, który zawsze jeździł na gapę i zasypywał mnie historiami, które z kolei doprowadzały mnie do histerycznego śmiechu. Takich sytuacji mogłabym wymieniać setki, a wszystkie te historie i znajomości nabierały szczególnego smaczku, właśnie dlatego że były to „relacje pociągowe”. Mam bowiem nieodparte wrażenie (czy Wy również tak macie?), że w pociągu stajemy się bystrymi obserwatorami i poznajemy się jakby „bardziej”. Wszystkie te wspomnienia nawiedziły mnie, bo od solidnych trzech miesięcy w pociągu mnie brakuje, więc dziś przy tej paskudnej pogodzie i pysznych czereśniach zbiera mnie na wspomnienia. Na rozgrzanie domowego klimatu i poprawę odporności podaję przepis na makaron podwójnie bazyliowy, a więc taki i z pesto i z bazylią - choć normalnie nigdy nie łączę pesto i bazylii (bo po co?!), jednak w tym przypadku każda próba pominięcia jednego ze składników kończy się klapą. 


Makaron podwójnie bazyliowy - porcja dla jednej osoby



..a dziś prywatnie, niekulinarnie i nadal przyjemnie :)

niecałych 6 tygodni temu mimo niekończących się problemów ze ścięgnem, haluksami, porostem stóp (:)), KONDYCJĄ i setką innych przypadłości postanowiłam zacząć biegać i tak oto dziś wystartowałam w swoim pierwszym od 10 (!?) lat biegu na 10 kilometrów :)

bieg Piotra i Pawła

by on niedziela, czerwca 23, 2013
..a dziś prywatnie, niekulinarnie i nadal przyjemnie :) niecałych 6 tygodni temu mimo niekończących się problemów ze ścięgnem, haluks...