Dziś witaminowa bomba, idealna jako zastępca przyjmowanych z rana, modnych suplementów w kapsułkach. Ilekroć ją zjadam czuję jak z minuty na minuty pięknieję. Puszczam oko. 


miło mi poinformować, że deser który pojawił się ostatnio na blogu zdobył nagrodę trzeciego stopnia w konkursie Winiary

Przepis na deser znajdziecie tutaj: 

http://bazyliowymus.blogspot.com/2013/05/kokosowa-pianka-z-pyszna-galaretka.html

dobrego tygodnia i wszystkiego najsłodszego wszystkim Mamom!

konkurs

by on niedziela, maja 26, 2013
miło mi poinformować, że deser który pojawił się ostatnio na blogu zdobył nagrodę trzeciego stopnia w konkursie Winiary Przepis na des...



To był jeden z takich dni gdy nie musiało się dziać nic złego, a i tak mój humor był jak to się popularnie mówi „zły”.  Nie pasowało mi wszystko łącznie z nie najgorszą pogodą. Męczył chwilowy brak apetytu i niekończące pragnienie kawy, spowodowane wiecznym niedosypianiem lub przesypianiem właśnie. I choć powszechnie wiadomo, że to od nas zależy nasz los, to właściwie nie chciało mi się nawet kompletnie nic robić by ten dzień naprowadzić na właściwe tory. 

Stacja cafe

by on czwartek, maja 23, 2013
To był jeden z takich dni gdy nie musiało się dziać nic złego, a i tak mój humor był jak to się popularnie mówi „zły”.  Nie pasow...
krem szparagowy

Sezon w pełni - dziś przepis na KREM ZE SZPARAGÓW. Krem jest bardzo łatwy do zrobienia, a jego smak, jest nieproporcjonalny do włożonej w to pracy. Uprażone migdały podkreślają jego idealny smak, dodają słodyczy. Krem z białych szparagów, jest chyba hitem każdego maja i wcale mnie to nie dziwi - wykorzystajcie ten czas, gdy sprzedają świeże szparagi, bo zniknie prędzej niż się pojawił. Gotowi do działania?

KREM ZE SZPARAGÓW

Składniki:


dwa pęczki białych szparagów
litr bulionu
cebula
ząbek czosnku
masło
śmietana 18% - 50ml
migdały (płatki)
opcjonalnie: grzanki z chleba razowego


1. Uszykowany wcześniej bulion podgrzewamy.
2. Cebulę i czosnek drobno kroimy. Szparagi obieramy (usuwamy twarde końcówki) i myjemy. Jeżeli są starsze usuwamy również stwardniałe włókna. 
3. Na rozgrzanym maśle podsmażamy cebulę z czosnkiem, dodajemy szparagi. 
4. Smażymy mniej więcej minutę, zalewamy bulionem i gotujemy ok 20 minut.
5. Całość miksujemy blenderem, dodajemy śmietanę i doprawiamy wedle smaku.
6. Na małym ogniu, na suchej patelni prażymy migdałowe płatki.
7. Krem nalewamy do bulionówek, na wierzch dodajemy migdały.
8. Smacznego!



Dziś tylko przepis, ale za to jaki!

Nie znam nikogo kto w dzieciństwie nie byłby wielbicielem galaretki, jak i chyba żadnej osoby, która nie lubiłaby kokosów. Dziś więc kokosowa pianka z pysznie różową galaretką. Połączenie perfekcyjne? Nie mam wątpliwości!

Składniki:

Masa kokosowa:
Śmietana kremówka 30% - 250ml
Dwa białka - w temperaturze pokojowej
Syrop kokosowy - ok 30ml
10g żelatyny
Przegotowana woda - 1/3 szklanki
Szczypta soli
50 gramów cukru

Pozostałe:
Galaretka o smaku pink margarita (dwa opakowania)
Owocowe żelki typu „kable”



Przepis:

Przygotowujemy pierwszą galaretkę, wlewamy do pucharków i spokojnie czekamy aż stężeje.

Gdy galaretka będzie już gotowa zabieramy się za przygotowanie kokosowej masy.
W ciepłej wodzie rozpuszczamy żelatynę.
Białka ubijamy z solą do momentu powstania puszystej masy.
Śmietanę ubijamy z cukrem i syropem kokosowym.
Delikatnie za pomocą szpatułki łączymy obie masy - tak by nie opadły, dodajemy żelatynę.
Masę umieszczamy w pucharkach z przygotowaną wcześniej galaretką.

W między czasie przygotowujemy drugą galaretkę.
Kiedy kokosowa masa stężeje, dekorujemy żelkami i zalewamy ostudzoną galaretką, a gdy stężeje zabieramy się do jedzenia.

Smacznego!












„Jacek słuchał, potem po chwili ciszy, kiedy wstydziłam się, że nagle recytuję jakiś wiersz, a nigdy tego nie robię, żenuje mnie to, wiersze są jak wyznania miłosne, czyta się je i słucha w samotności, tak jest lepiej, powiedział…to jest o mnie. Nie znałaś go, moja B., żałuj, kiedy znasz takich ludzi jak on, to wciąż masz nadzieję i wiarę. A tak jej mało. Dobrze, że napisałam ten list. Teraz mi lepiej. Idę wziąć burzę za mordę, a swoją drogą nie dziwię jej się, każdy czasem chciałby roztrzaskać ten świat i ten porządek rzeczy, na który jesteśmy skazani. Ale co może taka włoska, nawet lodowcowa, burza.”

Ukochane książki po które sięgam wieczorami, najlepiej wypadają w towarzystwie cierpkiej herbaty i dużej ilości słodkich kalorii. Ostatnio jakby poprawiła się pogoda - a przynajmniej wmawiam to sobie sugerując się datą w kalendarzu - królują więc desery lodowe, coraz mniej pryskane owoce, chłodne koktajle.  Odwiecznym faworytem są lody z chałwą i bezami, lecz za upałem leniwie ciągnie się lenistwo, więc - jak mawiają z dziada pradziada: najprostsze rozwiązania są najlepsze - wybieram lody z malinami.

Dziś więc deser pełen wspomnień, pokochany kilka lat temu w pewnej poznańskiej knajpce, której jednak polecać bym nie chciała. Dominujący zapach rozgrzanych malin tworzył perfekcyjne trio z hitami Coco Rosie i graną tam każdego dnia muzyką z filmu „Amelia” (swoją drogą jedynego filmu, o którym wszyscy mówią „cudny!”, a którego do dziś nie jestem w stanie przebrnąć). Sam deser prosty jak ten drut. Ciężko podać go w apetyczny sposób, ale jak doświadczenie pokazuje, znika on tak szybko, że niespecjalnie jest się czym przejmować…

Potrzebne będą:

Maliny w dowolnej ilości (mogą być mrożone)
Łyżka brązowego cukru
Waniliowe lody (bądź też kokosowe, bądź też jakiekolwiek, które wg Was pasują)

Maliny wrzucamy do garnka, zasypujemy cukrem i podgrzewamy aż utworzy się (i tu przychodzi mi na myśl słowo „bybła”, mam nadzieję że Poznaniacy wiedzą o czym myślę) …jednolita, lekko zgnieciona papka. Mocno zmrożone lody umieszczamy w pucharkach i zalewamy gorącym, malinowym sosem. I tyle. Czas przygotowania to nie więcej niż 5, a więc droga do raju nie jest znowu taka daleka.

Dobrego dnia i przyjemnej pogody!

*tekst: Krystyna Janda - WWW.MAŁPA.PL


lody z gorącymi malinami

by on wtorek, maja 14, 2013
„Jacek słuchał, potem po chwili ciszy, kiedy wstydziłam się, że nagle recytuję jakiś wiersz, a nigdy tego nie robię, żenuje mnie t...



Po nocy czytam literaturę piękną i rozmyślam o rzeczach mądrych i niemądrych wcale, lepkie ręce kleją się do pachnących drukiem kartek, hałasuje wiatrak, sięgam do najgłębszych wspomnień, porównuję, planuję, uśmiecham się ciepło, ciepłą herbatę popijając. Na lepszy sen zjadam garstkę kolorowych tabletek, słucham „hanging on” ellie goulding i czuję wiosnę całą sobą. Pięknie.

A rano, rano zadzwoni znienawidzony alarm w telefonie, poczuję że spałam o kilka godzin za krótko, że powieki łapczywie kleją się do siebie, że organizm aż błaga o mocną kawę i konkretne śniadanie. I choć nie wiem co poratuje mnie jutro, to wiem że dziś naleśniki z wiśniami z domowej spiżarki zdecydowanie pomogły mi przetrwać ten senny „poranek”. Może Wam też to pomoże… Pięknego dnia!

Szybkie naleśniki wiśniowo-migdałowe

-mąka
-2 jajka (co najmniej L’ka)
-mleko
-szczypt a soli/cukru
-mascarpone (ja rano nie miałam i użyłam jogurtu naturalnego, ale przy mascarpone wypada blado)
-konfitura wiśniowa
-migdałowe płatki
-cukier puder

Choć naleśniki są pierwszym daniem, które nauczyłam się robić samodzielnie (a ci co mnie znają wiedzą, że to nie było zbyt dawno : )) to niestety nie potrafię podać absolutnie żadnych proporcji na idealne ciasto naleśnikowe. Jeżeli robiliście je już kiedykolwiek to na pewno macie te proporcje w głowie, jeżeli jesteście amatorami wykorzystajcie metodę prób i błędów. Podpowiem jednak że mąka i mleko powinny być mniej więcej w proporcji 1:1, przy czym jeżeli ciasto okaże się zbyt gęste należy dolać trochę więcej mleka lub dodać wody gazowanej (znaczna część osób mówi, że naleśniki są wtedy smaczniejsze, mniej suche). Tak czy siak ciasto musi być „zwarte” acz płynne. 


Jaja bełtamy z mlekiem.

Dodajemy mąkę, sól, cukier i mieszamy.

Na suchej patelni prażymy migdały. Odstawiamy.

W osobnym naczyniu mieszamy mascarpone z konfiturą wiśniową.

Suchą patelnię zwilżamy lekko olejem, a gdy będzie wystarczająco nagrzany wlewamy ciasto i smażymy naleśniki.

Gotowe faszerujemy przygotowanym uprzednio serkiem z konfiturą, zawijamy.

Całość posypujemy migdałami i cukrem pudrem.







Przyznam od razu- mimo mojej wielkiej miłości do wszystkiego co słodkie - muffiny nie są moim ulubionym przysmakiem. Jednakże pogoda za oknem jest „średnia”, zdrowie również nie jest w super formie i moje ochoty też jakby tymczasowo uległy zmianie. Majowy weekend spędzam więc na trasie kuchnia - łóżko, oglądając walki bokserskie i czytając „babskie” gazety.

Tak czy siak - wszystkim miłego maja, a żeby było smaczniej wrzucam przepis na muffiny z malinowo-kokosowym wnętrzem, oraz najprostszą na świecie polewą z białej czekolady.

Składniki na 12 sztuk:

Mąka - 2 szklanki
Jajka - 2 sztuki
Olej - 100ml
Proszek do pieczenia - 2 łyżeczki
Cukier - ok 100g
Mleko - szklanka
Maliny - pół szklanki
Syrop kokosowy - 50ml

Polewa:
Biała czekolada - 150g
Masło - 40g
Śmietana - 3 łyżki

Opcjonalnie:
Wiórki kokosowe



Mąkę, cukier, proszek do pieczenia i wiórki kokosowe (jeśli je posiadacie) wsypujemy do miski.

Mleko mieszamy z jajkami, następnie z olejem.

Łączymy składniki suche z mokrymi - można do tego użyć miksera, ale jeśli jesteście wesołymi studentami i jesteście lokatorami akademików lub mieszkacie w wynajętej klitce, w której właściciel zaoszczędził na wyposażeniu w podstawowe sprzęty - użyjcie łyżki… nie ma zresztą co ukrywać, że użycie łyżki rażąco zaoszczędzi nasz czas.

Maliny zalewamy syropem kokosowym- ja użyłam malin z zeszłorocznych przetworów, ale mogą to być każde inne. Odstawiamy.



Do foremek nakładamy kolejno łyżkę ciasta oraz dwie łyżeczki malin (syrop który pozostał w naczyniu również), a następnie uzupełniamy całość resztą ciasta (na wysokość ¾ foremki).

Pieczemy w piekarniku ok 25-30 minut (temperatura ok 150 stopni).

Przygotowanie polewy:

Białą czekoladę łamiemy na mniejsze części, dodajemy masło i śmietanę .

Wszystkie składniki rozpuszczamy na małym ogniu aż masa zgęstnieje.

Gdy muffiny będą gotowe, zdobimy polewą.

Jeśli użyliście świeżych malin i nie zdążyliście jeszcze wszystkich wyjeść, ułóżcie je na wierzchu- pięknie przyozdobią wasze babeczki.