Jak się pozbyć cellulitu?


...gdyby to było proste, nie powstałby ten wpis. No ale powstanie. Mimo wielu treningów, ogólnej aktywności fizycznej i braku hot dogów, burgerów, czegoś tam jeszcze w jadłospisie, cellulit powrócił. Owszem, nie wyglądam jak ta tak zwana pomarańcza, ale jak już stanę pod światło i patrzę na uda, to aż mną trzęsie ze wstydu. Trochę sobie odpuściłam ( ale tylko TROCHĘ ) i już jest. Łatwiej chyba poderwać Hugh Granta niż pozbyć się tego cholerstwa. No ale do rzeczy, bo to jednak już początek marca, a więc nim ziewnę przyjdzie wiosna, a nim się obejrzę będzie lato, a przecież tak ja jak i Wy chcemy na pewno dobrze wyglądać. A cellulit mimo promowania rozmiaru  "plus size" jest nie tylko szkaradny, ale i niebezpieczny. No więc trzy dwa jeden...DZIAŁAMY!


1. Wiem, że część z Was niechętnie przeczyta to zdanie, ale podstawą walki z cellulitem jest RUCH. Nawet jeśli w miarę zdrowo się odżywiasz, on i tak Cię nie opuści. Jestem pewna. Co prawda nigdy nie stosowałam diety bez treningu, ale jestem pewna, że cellulit tak prosto nie odpuszcza. 

Co będzie najlepsze? Wszystko. Każda forma ruchu się przyda. Jedna z czytelniczek podpowiada mi, że "body pump" robi robotę ( sama nie testowałam, więc nie wiem ). 

Moje TOP 5:

- bieganie ( wstawiłabym tu las serduszek, ale nie mam już piętnastu lat )
- jazda na rolkach ( poza wojną z cellulitem, uskuteczni też ujędrnianie pupki do maksimum )
- rower ( można nim dojechać do pracy i zaoszczędzić na benzynie, można też pójść na rowerową randkę -  POMYSŁY NA FIT RANDKĘ )
- seks ( w bardzo dużej ilości - dodatkowy plusem zachwycony chłopak, z którym wykonujesz treningi )
- pływanie ( ujędrnia, wysmukla, odpręża i w ogóle same ohy i ahy )


2. Jedzenie. No tak, tak. Nie ma się co łudzić - jedząc non stop czipsy, cukiereczki i fryteczki z maczka, żadne ćwiczenia Ci nie pomogą. Nie polecam też wpadać na pomysł, że oto "od jutra" ( albo wśród bardziej ambitnych "od dzisiaj" ) zmienisz swoje życie i wszystkie dotychczasowe niezdrowe nawyki, zamienisz na fit życie. To się nie uda... niestety (tłumaczyłam już to tutaj dlaczego nie warto przechodzić na dietę? ). Zacznij od małych kroków, które doprowadzą Cię do dużych efektów.

Moje TOP 5:

- zamień sól na zioła i przyprawy ( nie stracą na smaku, a na pewno korzystnie wpłyną na Twoje zdrowie )
- spróbuj zrezygnować ze słodyczy ( mi pomogło picie spiruliny, która hamuje u mnie głód na słodkie - korzystam z kupionej tutaj: SPIRULINA - dodatkowo ma szereg innych zalet, o których pisałam tutaj: Spirulina - co to jest )
- zastąp cukier ksylitolem ( po pierwsze lubię, bo jest zdrowszy, po drugie przy pieczeniu ciasta zużywam go 2 łyżki zamiast ponad pół szklanki cukru - korzystam z tego od Bulk Powders )
- pij zieloną herbatę i zieloną kawę ( przyhamują apetyt, oczyszczą z całego bałaganu, który w Tobie zalega - zieloną herbatę kupuję sypaną, jakąkolwiek, zieloną kawę piję taką: zielona kawa - formeds )
- odstaw czipsy i słodycze ( jogurty owocowe, płatki śniadaniowe i wafle typu odchudzające to RÓWNIEŻ słodycze )


3. Pielęgnacja

Choć ciężko dziś sobie to wyobrazić, pamiętam czasy, gdy pilingi były nowością i nie każdy wiedział "z czym to się je". Jeszcze zanim wiedziałam, że to co tworzę jest właśnie pilingiem, już korzystałam z pilingu cukrowego, o którym nie raz już tu wspominałam ( między innymi tutaj: sposoby na piękne nogi ). Mam wrażenie, że używanie pilingów jest najmilszą częścią walki z cellulitem. Aktualnie piling staram się robić co drugi dzień, najlepiej po treningu, co jest doskonałą bazą pod wklepanie kremu antycellulitowego. Na zdjęciu widzicie piling Alterra ( dostępny w Rossmanie ) - pięknie pachnie, ale jednak pozostanę wierna swojemu cukrowemu, bo po nim naprawdę czuję się jak świeżutko narodzona. Istnieje cała gama pilingów antycellulitowych, ale nie wiem czy są one jakoś specjalnie bardziej skuteczne od zwykłych. Być może te z kofeiną są faktycznie lepsze, ale czy cała reszta? Nie wiem. Jestem zdania, że jeśli chodzi o piling to nie ma sensu przepłacać. Kolejny krok to balsam - u mnie niezmiennie Eveline i Elancyl, którego mam już dosłownie ostatnie próbki. O Eveline chyba nie ma co pisać - na "wizażu" i innych forach znajdziecie na temat tych kosmetyków TONY informacji. Według mnie są skuteczne, a przy tym tanie. Elancyl jest kosmetykiem droższym ( ok 90 zł za butelkę ), ale myślę, że lepiej zainwestować w Elancyl niż słodycze. Dla mnie jest to topowy kosmetyk.

Poza tym wspomnianymi poleciłabym:

- masaż bańkami - koniecznie poprzedzony wizytą u kosmetyczki, który nauczy go Was poprawnie wykonywać ( ja nie byłam taka mądra, a nawet jeśli to wizyta u kosmetyczki mi nie pomogła i i tak zrobiłam sobie stosy siniaków ;))
- rolletic - super uzupełnienie pozostałych punktów, a dodatkowo masaż ciała
- zimne prysznice
- zabiegi w gabinecie kosmetycznym ( nie jestem specem, nie doradzę )
- używanie masażera podczas aplikacji balsamu ( dwa z nich mam na zdjęciu )



Podsumowując: cellulit to niezła cholera, ale przecież jak nie my to kto? Wiem, że co roku walczycie i ja również walczę, ale wierzę, że tylko od naszego uporu zależy efekt. Życzę Wam, byście były tak uparte w dążeniu do celu, jak ten cholerny cellulit w tym, by z nami zostać. Buziaki


4 komentarze:

  1. Świetny wpis :) p.s. masz bardzo ładny brzuszek :)

    OdpowiedzUsuń
  2. chodzenie po górach jest świetne na cellulit.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uffff przeczytałam od a do z i zaczynam sama tę nierówną walkę. Jestem w miarę na dobrej drodze, bo z "jedzeniowych wskazówek" oraz rodzajów aktywności fizycznej preferuję wszystko ;-) Teraz muszę zaopatrzyć się jeszcze w jakieś kosmetyki, bańkę i...regularność. Dzięki Kochana!

    OdpowiedzUsuń
  4. Interesujący post, nie jem już słodyczy od jakiegoś czasu i śmieciowego jedzenia, mam nadzieję, że w tym wytrwam :)

    OdpowiedzUsuń