książki na wiosnę + KONKURS


Wiosna śmiga na całego i na pewno każda z Was, chce o siebie zadbać bardziej niż zwykle. Tak to już jest, że na wiosnę czujemy większą potrzebę dopieszczenia swojego ciała, odświeżenia buźki po zimie, oczyszczenia się i nabrania nowej, wiosennej świeżości. Dziś recenzja czterech książek, bardziej dla kobiet niż mężczyzn ( choć nie chciałabym dyskryminować ) i KONKURS, w którym do wygrania jest jedna z nich. Powodzenia!


Beata Sokołowska - ALKALICZNY DETOKS

Idealny temat na wiosnę - detoks. Beata Sokołowska opowiada o swoich doświadczeniach z kolejnymi oczyszczaniami organizmu; o tym jak się do nich przygotować i jak się za nie zabrać, by przyniosły oczekiwany rezultat. Jasnym i zrozumiałym językiem tłumaczy, dlaczego powinniśmy cyklicznie przeprowadzać oczyszczanie organizmu i jak wiele może to zmienić w funkcjonowaniu naszego organizmu. Beata Sokołowska opisuje jaki wpływ ma na nas mniszek lekarski, pokrzywa czy skrzyp polny, oraz podaje mnóstwo przepisów, w których możemy użyć powyższych składników. Całość nie jest zbiorem wyssanym z palca, a życiowym doświadczeniem autorki, przez co cała ta wiedza, wydaje mi się być bardzo wiarygodna. Nie ukrywam, że mnie również przekonała do oczyszczania i sama również wzięłam się za walkę ze sobą, ale jeszcze za wcześnie by opisywać jakiekolwiek efekty. Idealna lektura dla tych, którzy chcą zapanować nad swoim zdrowiem, nim zajmie się nim lekarz, jak i dla tych, którzy wiedzą, że panując nad tym co w środku, panujemy nad tym co na zewnątrz. 


Joanna Drzazga Gosia Wieruszewska - PYSZNIE dla RODZINY i PRZYJACIÓŁ

To jedna z tych książek, które lubi się od razu. Zdjęcie na okładce wzbudza moją sympatię i zachęca, by sprawdzić co jest w środku. Wnętrze książki również pozytywnie mnie zaskakuje - piękne zdjęcia i piękne przepisy, jeszcze piękniejszych dań. Już same opisy zachęcają, by wybrać się na wycieczkę do kuchni. Książka "Pysznie dla rodziny i przyjaciół" to zbiór zestawów obiadowych, idealnych na popołudnia w towarzystwie najbliższych, ale i podstawowych porad, które przydadzą się każdemu kto dopiero się z kuchnią zaprzyjaźnia.


Przykładowy zestaw:
Zupa groszkowa z miętą
Krewetki z pieprzem syczuańskim i czerwoną cebulą
Sernik z granatem


Dr Nigma Talib - Młoda bez skalpela

Ta książka ma okładkę, która nie zachęca, a przynajmniej mnie powstrzymałaby przed jej zakupem. Na okładce widać kiepskie zdjęcie ładnej kobiety, za mocno wyretuszowane i nieoddające klimatu tej książki. Wystarczy jednak otworzyć "Młodą bez skalpela", by wiedzieć, że to kopalnia wiedzy i wszelakich ciekawostek. Z książki możemy się dowiedzieć jak cukier wpływa na konkretne partie twarzy czy też o co chodzi z niemodnym glutenem. Autorka wyjaśnia "jak krowie na rowie" dlaczego warto sięgać po superfoods, jak wpływa na nas witamina C, oraz jak zdiagnozować nietolerancję pokarmową. Tytuł "Młoda bez skalpela" jest dużo bardziej w punkt niż okładka, bo rzeczywiście jestem przekonana, że stosując się do zaleceń dr Nigmy Talib, nasze ciała i buzie, na długie lata pozostałyby w dużo lepszym stanie niż prawdopodobnie pozostaną. POLECAM bardzo mimo nieudanej okładki.


Lucy Wyndham-Read - Zejdź z wagi

To NIE jest książka dla kogoś kto "w świecie fit" żyje od dawna. Mało tego, myślę że jest to książka, którą osoba zaznajomiona ze zdrowym trybem życia, raczej skrytykuje niż pochwali. Polecam jednak tę książkę, bo KAŻDY KIEDYŚ ZACZYNAŁ i dokładnie pamiętam swoje "raczkowanie w tym temacie". Gdybym na początku swojej "drogi" napotkała mądrości Mauricza, pewnie postukałabym się w czoło i poszła na czipsy. Moje wyobrażenie o "świecie fit" to były jednym zdaniem: "jakieś tam ćwiczenia, ryby, kefir, dużo owoców itd". Dziś wiem, że to co ja uważałam za szczyt zdrowego żywienia, miało z nim niewiele wspólnego, jednak dużo łatwiej było mi przejść na obecny tryb, będąc w trybie, który przedstawia właśnie ta książka. To zbiór prostych ćwiczeń, porad i pomysłów na posiłki, które w szybkim tempie pozwalają przejść niezłą metamorfozę. "21 dni" o których wspomina okładka to nie cykl diety, a dobry moment na wstęp. Myślę, że każda z nas chciałaby zapoznać się z takimi "podstawami w pigułce" na początku przechodzenia na "lepszą stronę mocy". 

Specjalnie dla tych, które dopiero chcą zacząć... KONKURS!



ZADANIE KONKURSOWE:
Napisz w komentarzu co robisz, by zejść z wagi.

1. Do wygrania TRZY egzemplarze książki "ZEJDŹ Z WAGI".

2. Wygrywają najciekawsze i najbardziej kreatywne odpowiedzi. 

3. W konkursie mogą wziąć udział wszyscy, warunkiem jest jednak przebywanie na terenie Polski -przesyłki z nagrodą nie będą dostarczane za granicę.

4. Konkurs trwa do 25.04.2016 ( włącznie ). Wyniki konkursu będą na blogu najpóźniej w ciągu dwóch kolejnych dni. 

5. Na dane do wysyłki czekam najpóźniej do 04.05.2016 - jeżeli do tego czasu nie podeślecie swoich danych, nagroda będzie rozlosowana wśród kolejnych uczestników.


16 komentarzy:

  1. Aby "zejsć z wagi" najważniejszy jest pierwszy kro.Ja takowy zrobiłam i dziś jestem na drodze do lepszej wersji siebie. Od trzech miesięcy trenuje poledancing, mimo licznych siniaków i kontuzji, nigdy się nie poddaje, bo chcieć to móc. Do moich ulubionych zajęć, pomijając ukochaną rurkę należą zajęcia ze sztangami tzw.pump.Regularnie ćwiczę i trzymam dietę, choć czasami bywają momenty w ktorych nie daje rady, nigdy nie odpuszczam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Boooooziu, ja jeszcze nie zdążę wejść na tą wagę, a już muszę z niej schodzić i biec za swoim bobasem który znowu coś demoluje. Nie jestem trendy i nowoczesna i niestety po ciąży nie wróciłam w ekspresowym tempie do swojej poprzedniej sylwetki, chociaż bardzo się starałam. Przełom nastąpił dopiero gdy Luśka zaczęła się przemieszczać. Nie nadążam już za nią i tak biegając cały dzień kilogramy same znikają, a mięśnie w magiczny sposób nabierają sprężystości :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Odwracam głowę na zakupach jak przechodzę przez dział ze słodyczami, zapycham się białkiem a waga jak stała tak stoi. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. jestem aktywna juz 2 lata, zeszlam z wagi ale pozniej troszke wrocilo. aktualnie chce sie pozbyc tego co wrocilo, biegajac od kwietnia i chodzac na silownie juz od dawna. (a waga stoi)

    OdpowiedzUsuń
  5. Żeby zejść z wagi stanę na rzęsach - dosłownie ! Bieganie bieganie i jeszcze raz bieganie, do tego zdrowe jedzonko ale również wszytsko co związane z ruchem. Przede wszytskim jednak ma to być przemiana mnie i mojej osobowości , mojego życia,odchudzanie ma być efektem ubocznym. Każdego dnia się staram, a jak upada to się podnoszę i walczę każdego dnia ze sobą.

    OdpowiedzUsuń
  6. Co robie? Mozna powiedziec ze nie wiele, staram sie cwiczyc lecz czesto po prostu dopada mnie lenistwo. Jednego dnia mam super motywacje w kolejnych niestety ją trace a jak zaglądne do kuchni ciezko mi z niej wyjsc .. Ale wiem ze musze znalezc sie na poczatku tej drogi i odkryć swoje nowe ja ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Stawiam na kolorowe i smaczne. Zwracam uwagę na to co jem i robię wizualizację, jak to mój organizm się w środku cieszy, gdy wrzucam jabłuszko zamiast batona. Do tego dodałam więcej ruchu, schody wygrały z windą, wieczorne bieganie - ba ! nawet namówiłam partnera, okazało się, że wspólne bieganie jeszcze bardziej nas zbliżyło, a ile przy tym śmiechu i dumy, że udaje się biec coraz dalej, coraz dłużej. A gdy zaświeci słoneczko to do centrum miejskim rowerkiem, a nie miejskim tramwajem.
    Samą wagę zaś schowałam do kartonu i za szafę, żeby się nie stresować co chwila, że coś tam się zawahało. W środku czuję się lepiej to i na zewnątrz efekty się pojawiają :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Aby zejść z wagi przede wszystkim staram się zdrowiej odżywiać, urozmaicać posiłki, żeby nie były nudne. Próbuję ograniczać słodycze lub zamieniać je na jakieś zdrowsze zamienniki. Wiadomo, że zejść z wagi nie jest łatwo kiedy wszyscy wokół nie wspierają Cię, mają Cię gdzieś, kiedy próbujesz coś zmienić w swoim życiu...Dlatego, żeby zejść z wagi to staram się otaczać takimi ludźmi, dla których to co robię jest waźne, a nie śmieszne i mnie wspierają na tysiąc procent! ��

    OdpowiedzUsuń
  9. Aby zejść z wagi przede wszystkim staram się zdrowiej odżywiać, urozmaicać posiłki, żeby nie były nudne. Próbuję ograniczać słodycze lub zamieniać je na jakieś zdrowsze zamienniki. Wiadomo, że zejść z wagi nie jest łatwo kiedy wszyscy wokół nie wspierają Cię, mają Cię gdzieś, kiedy próbujesz coś zmienić w swoim życiu...Dlatego, żeby zejść z wagi to staram się otaczać takimi ludźmi, dla których to co robię jest waźne, a nie śmieszne i mnie wspierają na tysiąc procent! ��

    OdpowiedzUsuń
  10. żeby zejść z wagi (w przenośni) schodzę z wagi dosłownie. zamiast marnować czas na analizowanie tych cyferek wybieram bieżnię, rower, rolki czy skakankę. gdyby czas spędzony na warzeniu, mierzeniu i analizowaniu swojej niedoskonałej figury w lustrze poświęcić na aktywność fizyczną, efekty pojawiłyby się. bo od stania na wadze i płakanie to niekoniecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Aby zejść z wagi robię krok w bok i schodzę ;)a tak poważnie to bieganie, siłownia, bieganie, siłownia, bieganie, siłownia, bieganie, siłownia, trochę judo ( wywalam złość jaka tworzy się bez słodyczy :D ) oczywiście DIETA. Chyba w końcu trafiłam na dobry tor I mam nadzieje ze tym razem się uda! �� i

    OdpowiedzUsuń
  12. Monika Paszkiewiczkwietnia 22, 2016 11:18 AM

    Postanowiłam odmienić swoje życie i zejście z wagi było jednym ze skutków. Odało mi się rzucić palenie papierosów, które niszczyło mój organizm. Zapisałam się na półmaraton i zaczęłam biegać. 4 miesiące treningów, ostrych treningów pozwoliło mi przebiec półmaraton poznański z uśmiechem na twarzy. Z wagi schodzi tłuszcz a przybywają mięśnie. Zakochałam się w bieganiu i zdrowym odżywianiu. W przyszłym roku walczę o koronę półmaratonów!

    OdpowiedzUsuń
  13. Aby zejść z wagi zaczynam korzystać z tej mniejszej, kuchennej :) Zbilansowana i różnorodna dieta to podstawa. Plus ruch, ruch i jeszcze raz ruch! A efekty swojej diety sprawdzam centymetrem, on nie kłamie, a waga czasem płata figle :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jakiś czas temu zaczęłam spotykać się z aktywnym biegaczem, o dziwno zamiast zacząć być fit przytyłam przez "węglowe ładowanie" przed maratonami i ultra :v
    Żeby wrócić do swojego dawnego rozmiaru zaczęłam biegać 3 razy w tygodniu, w kolejne 3 dni robię treningi, wywracam jadłospis i nawyki żywieniowe do góry nogami, wjechało sporo zielonych koktajli i kaszy jaglanej. I oczywiście na bieżąco śledzę Bazyliowy Mus ;)
    czerwona_sukienka_

    OdpowiedzUsuń
  15. Który to już raz ja próbuje zejśc z wagi..hm.. piąty... dziesiaty... nie pamietam.. nie liczę... ale ciagle to robię... ciągle próbuje kolejnych prób do zejścia z wagi. Stosuje zdrowe nawyki, jem regularnie, aktywnośc fizyczna to codzienność jak mycie zębów, pije litry wody, wyszukuje coraz to nowszych przepisów, by nie popaść w rutynę i nie zwariować, pielęgnuję ciało peelingami i balsamami, usmiecham się każdego ranka do siebie, że dzis jest ten dzień, kolejny dzien zejścia a wagi...

    OdpowiedzUsuń
  16. Schodzenie z wagi jest najlepszym momentem całego rytuału. U mnie obejmuje on schylenie się, aby wydostać z zakamarku łazienki to szklane ustrojstwo i powolne postawie najpierw prawej a potem lewej stopy. Potem zostaje mi szybkie ujrzenie cyferek i siup... Z powrotem na ziemię :) Tak naprawdę moje schodzenie z wagi jest przyjemne, nie stresuje się czy będzie pół kilo w tą czy w tamtą stronę. Ważne, że zmieniłam swój styl życia. Nie powiem, że całkowicie zrezygnowałam z fast-foodów i tego typu jedzenia, po prostu je ograniczałam i jem z głową. Moje menu jest kolorowe i smaczne. Na śniadanie królują owsianki i omlety w towarzystwie owoców, warzywa i zupy krem są punktem dnia a kolacja w gronie najbliższych przyjemność. Oczywiście nie brakuje sportu, który ja rozumiem trochę innaczej ponieważ nie chodzę na siłownię czy nie biegam. Spaceruje, skacze, jeżdżę na rolkach i rowerze. Spędzam dużo czasu na podwórku, jeżeli pogoda na to pozwala a jak nie to w domu też nie ma lenistwa bo zaraz się coś znajdzie. Moje schodzenie z wagi to codzienność, którą się cieszę i akceptuję.

    OdpowiedzUsuń