TRENINGI - PODSUMOWANIE LISTOPADA


Szał ciał. Niesamowite. Kiedy już miałam upaść, poddać się i okłamać cały świat, że jednak bardziej podobam się sobie, będąc małym, sapiącym tłuściochem, postanowiłam wziąć się w garść i tym razem, w końcu (!!!) prawie cały, miesięczny plan, zrealizowałam w 100% UFF!






1. Przynajmniej 10 porządnych treningów biegowych.

2. 300 km na rowerze.

3. Co najmniej dwa razy basen.

4. Porządne rozciąganie po każdym treningu.

5. Siłownia przynajmniej dwa razy w tygodniu.


PLANY NA LISTOPAD - rzeczywistość

Ad 1. Przynajmniej 10 porządnych treningów biegowych.

W końcu "wróciłam" do biegania. Nie są to jeszcze tak długie i mocne biegi, jakbym chciała, ale udało się. Zrobiłam nawet więcej niż 10 takich wybiegań, więc jestem dumna razy sto!

Ad 2. 300 km na rowerze.

To również się udało! Mimo okropnej pogody, zimna i wszystkich innych, niesprzyjających okoliczności - przejechałam te 300 kilometrów. Rower jednak odwiozłam już do rodziców i w grudniu nie planuję na nim jeździć wcale - o ile zimą biega mi się lepiej, o tyle jeździ mi się znacznie gorzej i prędkości, które osiągałam latem, są teraz dla mnie niemożliwe do "wyciągnięcia".

3. Co najmniej dwa razy basen.

Pfff....jak zwykle ;-) Może to i nawet lepiej, bo przez to zaniedbanie treningów w poprzednich tygodniach, wyglądam jak mały flaczek i chyba wstyd tak paradować wśród ludzi :)

4. Porządne rozciąganie po każdym treningu.

WIELKI sukces - nie tylko zaczęłam rozciągać się jak nigdy wcześniej, to jeszcze robię to nie tylko w dni treningowe. Każdego dnia rozciągam się i w miarę możliwości rolluję. <duma>

5. Siłownia przynajmniej dwa razy w tygodniu.

Tej siłowni nie było dużo. Problemem jest tu odległość, choć to pewnie wymówka. Na siłownię zawsze jeździłam rowerem, a teraz gdy ten odpada, tramwajem zajęłoby mi to ponad 1,5 godziny w dwie strony. Wróciłam do treningów w domu, zarówno z obciążeniem (lekkim, bo w domu nie mam innego, ale starczy), jak i bez.



Czy będą plany na grudzień?

Po kilku miesiącach podsumowań i comiesięcznych rachunków sumienia, postanowiłam zmienić ich formułę. Im krótszy okres realizacji, tym bardziej się pilnuję - postanowiłam więc, że takie "spowiedzi", będą na blogu co tydzień. Nie chcę zakładać co tydzień kolejnych postanowień, ale będę robić mały rachunek sumienia. Mimo, że ten miesiąc był przełomowy i pokazał, że "nieważne ile razy upadasz, ważne ile razy się podnosisz", wiem, że moja forma strasznie się posypała i że zajmie mi trochę czasu robienie jej "od nowa". Na zbudowanie "bazy" - a więc powrót do super sylwetki, daję sobie całą zimę. Od marca ruszam z półmaratonami, więc te cztery miesiące działania to dobry czas, by coś ze sobą zrobić. Wzorem poprzednich "metamorfoz", założę na Facebook'u wydarzenie, do którego mam nadzieję, licznie się włączycie. Wierzę, że razem zbudujemy formę marzeń - ja już wiem, że naprawdę się da, ale wiem też, że miewam słomiany zapał i cellulit na tyłku.

Pierwsze hocki klocki, a więc tygodniowe podsumowanie, na blogu już w następny poniedziałek. Tak jak każdego dnia trzymam kciuki za Waszą formę, tak teraz Wy trzymajcie kciuki za mnie - naprawdę nigdy nie było mi tak potrzebne Wasze motywujące słówko, jak teraz. Mimo, że jestem bardzo zmotywowaną osobą, kop od drugiej osoby, potrafi zdziałać cuda. Wierzę, że się uda, bo jeśli teraz się poddam, to chyba zamienię się w zmarszczonego klopsa.

Jestem ciekawa jak Wasze treningi, tym bardziej teraz, gdy jest końcówka roku. Czy czekacie do stycznia, by ruszyć z noworocznymi postanowieniami, czy działacie już, teraz, natychmiast, od dawna? Co robicie, żeby nie wyglądać jak leniwe foki? No i w końcu: jakie są Wasze plany na grudzień? Piszcie w komentarzach, wiadomościach, mailach, snapach i czymkolwiek :) Czekam i przesyłam buziaki.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz